Cat's Face

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Jeśli to czytasz, proszę, przeczytaj notkę pod spodem. To dla mnie ważne!

- Ronnie, tak bardzo cię przepraszam. Nie jestem dobrym chłopakiem. Wiem.Ale zależy mi na tobie jak cholera i nienawidzę siebie za to, że dałem ci jakikolwiek powód byś w to zwątpiła. Przepraszam cię tak bardzo. Wybacz mi – błagam.

Dziewczyna z początku jest w szoku jednak po chwili na jej twarzy pojawia się uśmiech. Odgarnia blond grzywkę wpadającą jej do oczu i mówi.
- To naprawdę miłe co mówisz, ale… - ale? Nie, nie chcę żadnego ale! Nie pozwalam jej dokończyć i wtrącam się jej w środek zdania.
- Zmienię się. Zmienię się! Przysięgam! – jestem zdesperowany. Nie mogę jej stracić.

Blondynka chwyta mnie za koszulkę, przyciąga mnie do siebie łącząc nasze usta w długim, namiętnym pocałunku. W tym momencie jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem.

- Chciałam powiedzieć, że to miłe, ale nie rozumiem dlaczego mi to mówisz? Co się stało? Skąd ci się to tak nagle wzięło? – pyta. A ja zastanawiam się czy opowiedzieć jej co naprawdę działo się w ciągu kilku ostatnich dni. Myślę, że i tak by mi nie uwierzyła więc na razie postanawiam ten temat pozostawić.

- To skomplikowane, ale chcę żebyś wiedziała, że bardzo mi na tobie zależy.
- Cieszę się z tego. Mi również na tobie zależy – mówi a ja czule całuję ją w usta.

Wybaczyła mi. A ja dotrzymałem słowa. Zmieniłem się. Pilnowałem by moja osoba nie była najważniejszą w moim życiu lecz ona, rodzina i przyjaciele.



Koniec,end,ende,Конец, finito!!! Nareszcie!
Już tłumaczę dlaczego tak długo nie było tego epilogu. Właściwie to nie ma tu nic do tłumaczenia. Po prostu mi się nie chciało a brak komentarzy również nie zachęcał. To by było na tyle jeśli chodzi o tą historię :)

Żegnamy się. Nie mam pojęcia czy was to cieszy czy nie, wiem, że będę tęsknić za bloblo, ale powiedzmy sobie szczerze..nie ma najmniejszego sensu bym kontynuowała tego bloga. Większość ludzi odeszła z bloblo, nikt nie komentuje, nie dodaje, mi się nawet nie chce zalogować. Tak po prostu jest i trzeba to zaakceptować. Ale... No cholera, spędziłam na tej stronie cztery lata, to jest całe moje gimnazjum i początek liceum! Tęsknię za początkiem kiedy trzeba było wstać o piątej rano żeby zobaczyć 0 albo kilka zalogowanych użytkowników, za codziennym pisaniem, teraz w ogóle czasu nie mam :(
Hmm... jak już mówiłam /pisałam będzie mi brakować tego, Was...
Dziękuję za każdą poświęconą minutę dla tego bloga, za komentarze i wyświetlenia.. Kocham was misiaki :*
Oczywiście mój koniec na bloblo nie oznacza końca pisania (no błagam was... Jestem od tego kompletnie uzależniona, CarmenBlue to moja wielka miłość (mimo iż wiem, że nie jest to idealne)!!! Jeszcze długo będę pisać, co do tego nie mam wątpliwości). Pisanie jest wielką, nieodłączną i bardzo ważną częścią mojego życia, wszystkie moje prace znajdziecie tutaj: <link>. Nie są to jedynie te co publikowałam na bloblo, wszystkie w tym ulepszona wersja CarmenBlue, (tzn. jestem w trakcie dodawania, ale ZAPRASZAM!). Może to by było na tyle :)
Jeśli chcecie to możecie do mnie pisać na wattpadzie, na Twitterze, gg, jak chcecie to może być też snap, ale o to pytajcie jak coś w wiadomości prywatnej co tam jeszcze jest..? Jak będziecie mieli jakiś pomysł, pytania, za dużo czasu, piszcie jeszcze raz dziękuję i do widzenia :* kocham :***

Tagi: Cat's Face
11.10.2015 o godz. 14:50

7

Znów jestem w średniej wielkości piwnicy w której mieści się laboratorium Jenkinsa. Mężczyzna stawia mnie na taborecie na którym siedziałem parę dni temu gdy to wszystko się zaczęło. Z drugiej strony siedzi Felix (wydaje mi się, że tak nazywał się ten kot) w moim ciele. Ed podpina nas do urządzenia. Mówi coś żebyśmy się nie martwili bo wszystko będzie dobrze i uruchamia maszynę.

Znów czuję mrowienie na całym ciele. Trwa to kilka sekund a po chwili czuję ostry, przenikający ból. Rozglądam się dookoła. Widzę zmartwiony wyraz twarzy wujka, spoglądam na swoje dłonie. Tak! Udało się!
Dziesięć palców u rąk, dziesięć u nóg, moja twarz. Wróciłem!
Uśmiecham się szeroko, na twarzy mężczyzny widoczna jest ulga. Rzuca mi się na szyję i odpina od maszyny mnie i kota.

Głaszczę zwierzaka siedzącego na moich kolanach a Jenkins rozpoczyna przesłuchanie.
- Ale mi napędziłeś stracha. Gdzie byłeś? – pyta.
- U Ronnie.

Właśnie, Ronnie! Muszę ją znaleźć i przeprosić! Skoro znów jestem człowiekiem mogę poukładać wszystko nim będzie za późno. Mam szansę naprawić wszystko co udało mi się do tej pory zepsuć.
Wstaję, chcę wyjść lecz Jenkins mnie powstrzymuje.
- A ty dokąd? Powinieneś tutaj zostać przez przynajmniej godzinę by sprawdzić się czy nie występują skutki uboczne.

- Jakie skutki uboczne? – pytam zaniepokojony nową informacją. Chyba nie wyrośnie mi koci ogon, prawda? Nie zacznę miauczeć ani nic z tych rzeczy, prawda?
- Zawroty głowy, mdłości, osłabienie… - tłumaczy – Nic bardzo poważnego, ale jeśli straciłbyś gdzieś przytomność? Nic ci się nie stanie jeśli poczekasz chwilę – wywracam oczyma i kręcę zniecierpliwiony głową.

- Nie rozumiesz. Muszę jak najszybciej porozmawiać z Ronnie. Za godzinę może być już  za późno. Jakiś koleś chce mi ją odbić. Nie mogę jej stracić. Która godzina?
- Dwadzieścia po drugiej.
- Mam czterdzieści minut. Muszę iść. Nic mi nie będzie – posyłam mu uspakajający uśmiech i wybiegam z budynku.

Rozglądam się dookoła. Jeśli pobiegnę do końca tej ulicy i skręcę w lewo w ciągu piętnastu minut znajdę się pod domem Campbellów.

Wbiegam na podwórko. Nieco zdyszany naciskam dzwonek do drzwi. Po chwili otwiera mi Caroline. Uśmiecham się i kucam przy niej.
- Hej księżniczko – mówię powodując wielki uśmiech na jej twarzyczce.
- Ceść – sepleni.
- Jest Ronnie? – pytam a dziewczynka kręci głową – A wiesz gdzie jest?
- Z Deanem – kiwam głową.
Dziękuję i żegnam się lecz nim odejdę w drzwiach pojawia się Pan Campbell.
- Caroline, chyba mówiłem byś nie otwierała drzwi nieznajomym? – karci córkę a ona robi niewinną minę. Wygląda jak taki mały aniołek.
- Ale ja znam Bryana – robi oczy szczeniaczka a jej tata w końcu na mnie spogląda. Mierzy mnie wzrokiem.
- Dawno cię nie widziałem. Ronnie nie ma. Wyszła dziesięć minut temu – informuje a ja przytakuję kiwnięciem głowy.
- Dobrze. Dziękuję i do widzenia.

Mężczyzna jedynie mruczy coś pod nosem jednak nie sądzę by było to „do widzenia” ani nic specjalnie miłego. On nigdy mnie nie polubił.

Cholera, dziesięć minut temu wyszła z tym dupkiem. Muszę ją jak najszybciej znaleźć. Mam nadzieję, że nie jest za późno i, że da mi jeszcze jedną szansę.

Ugh, ale jak ja mam ją znaleźć? Boston jest ogromny. Jeszcze w pojedynkę? Pieszo? Nie dam rady. Stracę ją. Stracę moją dziewczynę bo byłem zbyt zapatrzony w siebie. Naprawdę musiałem zostać kotem żeby to dostrzec? Co ze mną jest nie tak?

Nagle w mojej głowie pojawia się pewna myśl. Niedaleko stąd znajduje się ulubiona kawiarnia Ronnie. Nie mam nic do stracenia więc biegnę w tamtym kierunku. Widzę ich. Siedzą przy stoliku, piją kawę i śmieją się.
- Ronnie! – krzyczę.

Dziewczyna obraca się. Jest zdziwiona moim widokiem. Wstaje i podchodzi do mnie.
- Bryan? Co ty tu robisz?
Tagi: Cat's Face
16.08.2015 o godz. 15:57

6

Żegnam się z małą Caroline, która jest bliska płaczu z powodu rozstania. Mi również jest szkoda. Polubiłem tego dzieciaka. Jest naprawdę urocza.
Ronnie zabiera mnie i wsadza do samochodu. Dean siada za kierownicą i odpala silnik przekręceniem kluczyka w stacyjce. Mają zamiar odwieźć mnie do schroniska.
Cholera, muszę coś wymyślić. Gdy już znajdę się w budynku azylu dla zwierząt mogę zapomnieć o powrocie do swojego człowieczego ciała. Muszę się wydostać. Uciec.
Samochód zatrzymuje się pod dużym zielonym budynkiem.
To ten moment.
Drzwi się otwierają. Ronnie po mnie sięga a ja zwinnie unikam jej rąk nie dając się złapać i uciekam. Biegnę przed siebie. Słyszę nawoływania mojego imienia. Gonią mnie. Skręcam w opuszczoną uliczkę i chowam się w jakiejś starej rurze. Słyszę kroki.
- Gdzie on jest? - pyta Ronnie a następnie słyszę głos Deana.
- Może pobiegł tam?
Kiedy odchodzą odczekuję jeszcze chwilę i wychodzę z ukrycia.

Cholera... Teraz tylko powiedzcie mi gdzie ja jestem? Gdzie jest ta pracownia? Muszę znaleźć miejsce, które będę kojarzył. Muszę znaleźć Jenkinsa.

×××

Szlag... Od godziny chodzę w kółko. Nie znam tej części miasta a gdy mierzysz trzydzieści centymetrów wcale nie łatwo jest zorientować się co jest za jakimś wieżowcem, sklepem itp. Pomocy ludzie!
Nienawidzę czuć się tak bezradnie.

Przechodzę obok jakiejś kawiarni i słyszę znajomy mi już głos. Dean - kumpel mojej dziewczyny.
- Bryan to idiota. Nie zasługuje na nią - zatrzymuję się pozostając w odpowiedniej odległości. Czy wszyscy w tym mieście nie mają o czym rozmawiać więc uparli się na mój temat? Mimo wszystko to co mówi blondyn nie pozwala mi ruszyć przed siebie więc słucham dalej - Ronnie jest cudowna. Piękna i inteligentna. Powinna być ze mną a nie z tym idiotą, który nie potrafi docenić tego co ma - mówi do jakiegoś gościa siedzącego naprzeciwko niego.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Uświadomię Ronnie, że nie warto marnować na niego czasu i, że powinna związać się ze mną. Zrobię to jeszcze dzisiaj. Ona ciągle szuka tego sierściucha i myśli, że ja też to robię. O piętnastej mamy się spotkać. Pogadam z nią.

Nie. Nie, to niemożliwe! Mam ochotę wydrapać mu oczy. Co za skurwiel! Jeśli tylko zbliży się do Ronnie zabiję go!

To jest ten moment kiedy uświadamiam sobie, że nie wiem gdzie jest Jenkins, że jestem kotem. Prawdopodobnie już będę nim na zawsze. Jestem beznadziejnym chłopakiem, człowiekiem. To nie Ronnie powinna być wdzięczna, że z nią jestem. To ja powinienem być wdzięczny.
Ona jest niesamowita. Zasługuje na wszystko co najlepsze. Jest zbyt dobra dla mnie.
Może Dean ma rację? Może będzie z nim szczęśliwsza? Ja i tak nie mogę jej niczego zaoferować,naprawić. Jestem pieprzonym zwierzakiem.
Już nie powiem jej, że ją kocham, nie pocałuję jej, nie przytulę. Chciałbym znów spędzać czas na kanapie przed telewizorem narzekając, że znów musimy oglądać te durne filmy o miłości,zaczepiać ją, obdarowywać tysiącami pocałunków. Chcę znów złapać ją za rękę. Być z nią.

Idę ulicami Bostonu nawet nie patrząc przed siebie. Głowę mam spuszczoną w dół.
- Bryan?! - słyszę głos brata mojej mamy. Odwracam się. To on. Znalazłem go! On mnie znalazł!
Podbiegam do niego a on unosi mnie biorąc na ręce.



Trochę się załamałam gdy odkryłam, że piszę to opowiadanie od czterech miesięcy. Następny (ostatni) rozdział oraz epilog pojawią się już nie długo :)
Tagi: Cat's Face
06.08.2015 o godz. 15:36

5

O godzinie 12:21 dziewczyny zaczynają się przebudzać. O 14 w domu jestem już tylko ja, Ronnie i Caroline. Bawimy się w trójkę.
Caro rzuca mi jakąś piłkę a ja latam za nią jak głupi. O dziwo jest to naprawdę przyjemne i fajne, ale po chwili jestem już zmęczony. Siadam na podłodze jednak kiedy mała blondynka rzuca przedmiot gdzieś przed siebie nie mogę się powstrzymać i biegnę za zabawką.
Zatrzymuję się gdy słyszę dzwonek do drzwi. Ronnie wstaje i udaje się do przedpokoju by otworzyć.
Widzę wysokiego chłopaka, na oko w naszym wieku, może trochę starszego.
Kim on ***** jest?!
Dlaczego witają się całusem w policzek?!
- Hey Ronnie. Jak tam?
- Okay, wchodź - idą korytarzem.
Chłopak mnie zauważa i podchodzi kucając przede mną.
- Awww jaki słodziak - chce mnie pogłaskać jednak ja prycham i odstraszam go ostrymi zębami i pazurami.
Działa ponieważ blondasek się cofa.
Śmieje się nerwowo i razem z Ronnie siadają na kanapie. Włączają jakiś film, ale mała zaczyna narzekać i domaga się Alladyna. Kiedy jest bliska płaczu decydują się puścić bajkę.
Dziewczynka zadowolona ze swego zwycięstwa bierze mnie na ręce i siada na podłodze tuląc we mnie swoją twarzyczkę i skupiając się na bajce.
Ja swoją uwagę poświęcam dwójce siedzącej na kanapie.
Ten dupek obejmuje ją ramieniem.
I co ja mam myśleć? Ronnie mnie zdradza? Nigdy bym się tego po niej nie spodziewał. I to jeszcze z kimś takim?!
- Co dzisiaj porabiałaś? - pyta szeptem prawdopodobnie nie chcąc przeszkadzać małej blondynce w seansie.
- Spałam do 13. Dziewczyny zostały u mnie na noc - kiwa głową i zaczynają rozmawiać o nowym albumie jakiegoś zespołu rockowego. Nie zachowują się jak para kochanków. Właściwie to nawet na siebie jakoś specjalnie nie patrzą. Może to przez obecność dziecka?
Oznajmiają, że idą zrobić coś do jedzenia. Mała zostaje przed telewizorem a oni udają się do kuchni. Ja podążam za nimi. Robią naleśniki, wciąż zachowują się jedynie jak przyjaciele. Może to naprawdę tylko jej kumpel?

Po raz kolejny moja osoba staje się tematem do rozmowy.
- Bryan się odzywał? - pyta chłopak a dziewczyna wzdycha i kręci głową.
- Nie. Ciągle bez zmian. On... Myślę, że ma kogoś. Że spotyka się z kimś na boku - jej głos się łamie a ja czuję nieprzyjemne uczucie w żołądku.
Co? Nie! Skarbie, przecież bym Cię nie zdradził.
Cholera, dlaczego ona tak myśli?
Wszyscy, którzy się o mnie wypowiadają robią to w negatywny sposób, że jestem zakochanym w sobie dupkiem.
Może faktycznie w moim słowniku słowo "ja" występuje zbyt wiele razy? Może jestem tak zapatrzony w siebie, że nie widzę tego, że ranię wszystkich wokół? Że ranię dziewczynę na której cholernie mi zależy?

Fuck...

***

"Szlag" klnie Ronnie i klęka przy mnie drapiąc za uchem. Dokładnie tak jak lubię.
- Nie możesz u mnie dłużej zostać Bryan - wspominałem, że mnie tak nazywa? Stwierdziła, że musi mnie jakoś nazwać i wpadła na ten pomysł gdy zauważyła, że często wpatruję się w nasze wspólne zdjęcia. Niezwykle trafione kochanie.
Zaraz, zaraz... Co?! Jakie "nie możesz u mnie dłużej zostać, Bryan"?! Dlaczego?! - jutro przyjeżdża moja ciocia i kuzynki, i jedna z nich ma uczulenie na kocią sierść - wzdycha robiąc smutną minę. Bierze mnie na ręce i przytula - Ale nie martw się. Damy Cię do schroniska. Będziesz miał dom, opiekę, jedzenie. Znam właściciela. Będzie się o ciebie troszczył. On kocha zwierzęta - nie, nie, nie! Nie zgadzam się!
Ronnie chcę zostać z tobą! Jak mam być kotem to twoim. A jeśli nie to zanieś mnie do Jenkinsa. Tak! Do mojego wujka! On to wszystko naprawi! Że też wcześniej na to nie wpadłem. Muszę wrócić do pracowni. I wszystko będzie dobrze.
Tagi: Cat's Face
24.07.2015 o godz. 12:29

4

Dwa kolejne dni mijają mi podobnie.
Kiedy się budzę Ronnie w którą jestem wtulony głaszcze mnie, przytula, drapie za uchem, później jem i wracam do spania. I tak w kółko.
Jest to niezwykle przyjemne jednak nie sądzę abym mógł żyć dłużej w ten sposób. Aczkolwiek nie narzekam gdy blondynka przebiera się a ja mogę jej się bezkarnie przyglądać.
Dziś o 19 do Ronnie przychodzą jej przyjaciółki. Będą u niej nocować. Ale to dopiero o 19, teraz muszę użerać się z Caroline - 3-letnią siostrą mojej dziewczyny.
Jest całkiem urocza jednak potrafi wymęczyć. Zwłaszcza kiedy jest się małym, bezbronnym, uroczym kociakiem.
Ratujcie mnie ludzie!!!
Do pokoju wchodzi Ronnie a chwilę po niej jej mama - Elizabeth.
- Dziewczynki - zaczyna swoim przesłodzonym głosem. Szczerze mówiąc zawsze się jej bałem - Za dwa dni przyjeżdża ciocia Ellen z Kate i Meg - informuje kobieta a ja zauważam grymas na twarzy Ronnie.

×××

Punktualnie o 19 rozbrzmiewa dzwonek do drzwi a po kilku minutach w pokoju znajduje się piątka dziewczyn.
Zaczynają się zachwycać moim widokiem. Dobra rozumiem. Koty są słodkie, ale nawet one potrzebują tlenu docierajacego do płuc.
Wyrywam się i wskakuję Ronnie siedzącej na łóżku na kolana. Zwijam się w kulkę czekając na to aż blondynka zacznie gładzić moje futro. Kiedy tak się staje zaczynam mruczeć.
- To co laski? Wskakujemy w piżamki?! - piszczy zachwycona Claire.
Nie lubię tej dziewczyny. Jest bardzo ładna, ale strasznie głupia i pusta.
- Okay. Tylko może najpierw przyniosę przekąski? - wszystkie przytakują i schodzą na dół do kuchni.
Po chwili wracają z tacą pełną słodyczy. Żelki, czekolada, chipsy, cola.
- Jak to się dzieje, że zawsze jak u ciebie jestem to przytyję? - tragizuje Patricia, która zachowuje się równie idiotycznie co jej siostra (Claire).
Reszta chichota a ja przewracam oczami.
Dziewczyny zaczynają wyciągać rzeczy do spania a po chwili rozbierają się. Przebierają się w piżamy.
Przyglądam się dużym, kształtnym piersią Alex, która chyba jako jedyna z całej czwórki jest w miarę znośna.
Cóż... Ronnie nie przepada za moimi kumplami a ja za jej przyjaciółkami. Trudno.
Szatynka ubiera swoją koszulę nocną która i tak odkrywa jej nogi, ramiona i dekolt.
Spoglądam na resztę dziewczyn. Wszystkie mają idealne ciała, aż do przesady.
Czuję się jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Tylko, że zamiast cukierków otaczają mnie niezwykle seksowne dziewczęta.

Dziewczyny zaczynają oglądać jakąś komedię romantyczną jednak nie skupiają się na niej zbytnio. Malują paznokcie i plotkują.
Nie słucham ich ponieważ nowa kolekcja od Prady, nowa fryzura Justina Biebera czy super przystojny chłopak Kylie Turner - laski z naszej szkoły - mało mnie interesuje.
Jednak kiedy mój mózg przetwarza informację, że moje imię padło podczas tej rozmowy zaczynam uważać.
- Więc co u ciebie i u Bryana? - pyta Alex a reszta dziewczyn spogląda z zaciekawieniem na Ronnie, która lekko się krzywi.
- Szczerze mówiąc to mam go dosyć - mówi a ja wywracam oczyma.
Znów się zaczyna.
- Dlaczego? Jest gorący. - aww... Dzięki Elle. Też uważam, że nie masz się czego wstydzić.
- No tak, ale... Ostatnio nawet się nie spotykamy. On się mną nie interesuje. Od kilku dni nie odbiera moich telefonów, a kiedy ostatni raz to zrobił był strasznie oschły. Jemu już na mnie nie zależy. Oczywiście jeśli kiedykolwiek mu zależało - spuszcza głowę w dół a jej przyjaciółki ją pocieszają.

Wiem że dawno nie było rozdziału, ale wiecie.. Koniec roku szkolnego, wystawianie ocen, mało komentarzy...
Nie wiem czy ktoś tutaj pamięta CarmenBlue? Jeśli tak to taka informacja, że niedługo będę publikować to od początku. Pozmieniałam tam parę rzeczy więc może nie będzie tak tragicznie :)

Tagi: Cat's Face
25.06.2015 o godz. 12:13

3

Ok. godziny 22 Ronnie wyłącza komputer i zaczyna przygotowywać się do spania. Jakieś trzydzieści minut spędza w łazience i wychodzi owinięta jedynie w ręcznik.
Ma wspaniałe, długie, zgrabne i opalone nogi. Mokre blond włosy opadają na jej nagie ramiona. Wygląda cholernie seksownie.
Podchodzi do szafy jedną ręką wciąż trzymając materiał okrywający jej ciało. Wyciąga z niej piżamę i... OMG! Ręcznik opada na podłogę a ja widzę jej nagie ciało. Cholernie idealne, nagie ciało.
Wpatruję się w nią jak w obrazek.
Kurwa, nie pomyliłem się. Ona jest mnie warta.
Niestety ta wspaniała chwila nie trwa długo ponieważ dziewczyna zakłada koszulę nocną. Mimo wszystko wygląda świetnie.
Podchodzi do okna by je zamknąć i zaczyna coś klikać w telefonie.
Nagle dostrzegam zdjęcie oprawione w ramkę postawioną na szafce obok łóżka. Wskakuję na nią chcąc się dokładniej przyjrzeć. Zdjęcie przedstawia naszą dwójkę przytulającą się na boisku do football'u. Pamiętam to. To było kilka miesięcy temu.
Nasza szkolna drużyna gra mecz. Wygrywamy z naszym odwiecznym rywalem - Wojownikami z NYC. Kiedy wszyscy szaleją ze szczęścia podchodzi do mnie Ronnie. Gratuluje mi a ja mówię, że to tylko dzięki niej, przyniosła mi szczęście a następnie namiętnie całuję i przytulam. Chłopak zajmujący się robieniem zdjęć do gazetki szkolnej pstryka nam fotkę. Parę dni później widzimy je na stronie internetowej szkoły.

Blondynka zauważa, że przyglądam się fotografii. Podchodzi bliżej i mówi:
- To Bryan Warner. Mój chłopak. Wygrał wtedy jeden z ważniejszych meczy sezonu - dziewczyna wzdycha a ja spoglądam na nią - On jest taki wspaniały. Taki przystojny. Czasami jak chodzi bez koszulki to bez przerwy gapię się na jego ABS. Tzn. on o tym nie wie. Nie mów mu. Chyba bym spaliła się ze wstydu gdyby się dowiedział - mentalnie wybucham głośnym śmiechem. O ironio.
Dobrze skarbie. Nie powiem sobie, że kochasz mój kaloryfer i ślinisz się na mój widok.
Mimo iż zdaję sobie sprawę z tego, że jestem przystojny to bardzo miłe usłyszeć to od własnej dziewczyny.
Możesz kontynuować kochanie.
- Jest kapitanem szkolnej drużyny football'owej. Wiele dziewczyn mi zazdrości - nagle jej usta wykrzywiają się w grymas - Ale pomimo tego wszystkiego jestem na niego tak bardzo wściekła - whoa, whoa, whoa... Co? Jakie wściekła? Co jest? -  Okey, jest kapitanem, jest przystojny, ale... To nie jest chłopak w którym się zakochałam. Kiedy jeszcze nie byliśmy razem był taki miły, uroczy, romantyczny, zabawny. Dawał mi kwiaty, prawił komplementy, spędzał ze mną czas... A teraz? Nawet nie zadzwoni. Nie widzieliśmy się od tygodnia, odkąd w szkole jest wolne a na randce byliśmy... Może miesiąc temu.

×××

Kiedy Ronnie zasypia ja leżę obok niej myśląc o słowach, które wypowiedziała chwilę wcześniej.
O co jej chodzi? Przecież widujemy się w szkole. Okey może nie wychodziliśmy nigdzie w dwójkę a w ostatnich dniach nie kontaktowaliśmy się, ale jak miałbym zadzwonić, pogadać z nią? Jestem kotem! Ludzie no..!
Ronnie przesadza. Tyle w temacie.
Tagi: Cat's Face
08.05.2015 o godz. 20:50

2

Czas mija a ja wciąż siedzę na ławce w parku. Jestem głodny. Niech ktoś da mi jeść. Zwijam się w kulkę chcąc zasnąć i choć na chwilę zapomnieć o głodzie. Nawet mi się to udaje gdy kiedy słyszę doskonale znany mi głos.
Unoszę głowę i widzę szczupłą, wysoką blondynkę rozmawiającą przez telefon. Ronnie.

Szczęśliwy, że ją widzę zeskakuje z ławki i podbiegam do niej
- Ronnie, hej... Skarbie. Zaczekaj, musisz mi pomóc - mówię zapominając, że ona mnie nie rozumie. Słyszy jedynie miauczenie.
Dziewczyna zatrzymuje się i spogląda na mnie. Mówi do kogoś po drugiej stronie słuchawki, że oddzwoni i klęka przede mną.
- Aww... Cześć mały - zaczyna mnie głaskać - Jaki ty jesteś słodki - bierze mnie na ręce czohrając włosy, znaczy się sierść.
Wtulam się w nią nie chcąc by przestawała.
Ona tak jakby robiąc mi na przekór stawia mnie z powrotem na ziemię, macha mi i odchodzi.
- Ronnie! Zaczekaj! To ja, Bryan. Twój chłopak. Weź mnie ze sobą! - krzyczę i biegnę za nią. Idzie całkiem szybko więc jestem parę metrów za nią.

Zatrzymuje się dopiero przy drzwiach domu w którym mieszka.
Przeszukuje torebkę w celu znalezienia kluczy i wtedy mnie zauważa.
- Hej! A co ty tutaj robisz? Śledziłeś mnie? - śmieje się blondynka a ja zaczynam się łasić, ocierać o jej nogi.
Znów bierze mnie na ręce i pyta:
- Gdzie twój właściciel? Zgubiłeś się?
- Rybko ja jestem cały twój. Ty jesteś moją Panią - żartuję.
Chociaż w sumie... Nie do końca.
- Jesteś taki uroczy - zachwyca się i drapie mnie za uchem - Jesteś głodny? - pyta a ja ożywiam się na to.
Widząc moją reakcję śmieje się.
Otwiera drzwi i wchodzi do środka. Udaje się do swojego pokoju i kładzie mnie na łóżku.
Mówi, że zaraz przyjdzie i żebym tu na nią zaczekał po czym wychodzi z pokoju zamykając za sobą drzwi.

Rozglądam się po pomieszczeniu. Jasno brązowe ściany, białe zasłony w oknach. Nad łóżkiem wiszą ramki ze zdjęciami pomiędzy dwoma lampami, białe meble, biurko, szafa, kredens. Na ciemnych panelach rozłożony biały, puszysty dywan.
Na łóżku obok mnie leży duży pluszowy miś ubrany w koszulkę z napisem "Kocham Cię", którego dałem Ronnie w prezencie jakiś miesiąc temu.

Pięć minut później niebieskooka wraca do pokoju a na podłodze stawia miskę z mlekiem. Cóż... Lepsze to niż nic.
Zeskakuję z łóżka i zaczynam pić. Z początku średnio mi to wychodzi lecz po chwili zaczyna mi się udawać.
Kiedy naczynie jest już puste wskakuję z powrotem na łóżko gdzie dziewczyna siedzi z laptopem na kolanach.
Układam się wygodnie wtulony w jej bok i zamykam oczy gdy Ronnie mnie głaszcze. Zaczynam mruczeć a po chwili zasypiam.

×××

Budzę się w chwili gdy niebieskooka wstaje z łóżka i wychodzi z pokoju. Przeciągam się i podążam za nią. Słyszę niski, męski głos. Pewnie jej tata wrócił z pracy do domu.

Leniwym krokiem wchodzę do salonu. Pan Campbell pyta o kolację lecz przerywa w pół zdania. Orientuję się, że to mój widok jest przyczyną tego zachowania.
Momentalnie jego wyraz twarzy się zmienia. Nie podoba mu się to, że tu jestem.
- Veronico! - krzyczy na swoją córkę. Jest zły, wściekły - Co to zwierzę tutaj robi?! - widząc zmieszany, lekko wystraszony wzrok dziewczyny uświadamiam sobie, że nie powinienem wychodzić z jej pokoju. Przeze mnie ma kłopoty.
- Znalazłam go dzisiaj. Zgubił się - wydukała blondynka.
- I to jest powód aby brać go do naszego domu?!
- Ale tato... - dziewczyna bierze mnie na ręce kierując moją twarz w stronę mężczyzny.
Zrobiłem słodkie oczka. Może go to zmiękczy.
Przez chwilę faktycznie się na to zapowiada jednak znów przybiera twarz surowego, nieugiętego ojca.
- Zobacz jaki on jest słodki - mm... Kiedy byłem człowiekiem byłem seksowny, przystojny. Teraz jestem.. Słodki... Ugh.
- Nie chcę go tutaj widzieć. Zrób z nim coś.
- Tatoo... Prooszę -  jęczy Ronnie robiąc słodkie oczka.
Wygląda przeuroczo. Chciałbym móc ją teraz pocałować.

Po kilku minutach przekonywania szala zwycięstwa przechyla się na stronę moją i Ronnie.
- Dobrze. Zgoda, ale tylko na kilka dni  aż nie znajdzie się właściciel - dziewczyna piszczy i przytula się do niego.


Jak na tak długi czas oczekiwania rozdział jest beznadziejny. Przepraszam. Poprawię się. Rozdziały będą pojawiać się 2 razy w tygodniu ponieważ mam już całość napisaną a rozdziały nie są długie. Zaczęłam to pisać bo wpadł mi taki pomysł do głowy a chciałam coś publikować. Nie jest to coś co mogłabym ciągnąć przez 20 dłuższych rozdziałów, więc.... No. Muszę wymyślić co pisać dalej :)
Tagi: Cat's Face
03.05.2015 o godz. 09:36

1

Nie wiem gdzie jestem. Odkąd wybiegłem z tej piwnicy minęła jakaś godzina. Przez ten czas biegałem po całym mieście.
Teraz już nieco spokojniejszy siedzę schowany w jakiejś uliczce pomiędzy różnymi gratami.

To się nie dzieje naprawdę. Często dziewczyny nazywają mnie "kocie", "kotku" itd. ale nie jestem nim przecież. Jestem człowiekiem!
Biorę głęboki wdech i w końcu to do mnie dociera...

O mój Boże.... Jestem kotem.... Wynalazek profesora zadziałał....

Ale może zacznę od początku?
Okey, więc nazywam się Bryan Warner. Mam siedemnaście lat, chodzę do liceum w Bostonie. Jestem szkolną gwiazdą football'u. Gram całkiem nieźle i nie jest tajemnicą, że mam powodzenie u płci przeciwnej. Laski lecą na mnie jednak ja mam już dziewczynę - Ronnie.

Nie dawno kuzyn mojej mamy przyjechał do Bostonu i teraz tutaj mieszka. Jest ześwirowanym wynalazcą. Do tej pory żaden z jego wynalazków nie zadziałał dlatego kiedy zaproponował mi 100$ za pomoc w wypróbowaniu jego najnowszego dzieła, zgodziłem się. Ale tym razem mu się udało. Zamieniłem się z kotem ciałem.

×××

Idę ulicami Bostonu nawet nie wiedząc gdzie jestem. Wiem tylko jedno. Jestem potwornie głodny. Po drugiej stronie ulicy widzę cukiernie. Mam ochotę na drożdżówkę z czekoladą więc przechodzę na drugą stronę jezdni i wchodzę do środka. Rozlega się pisk przerażenia jakiejś kobiety.
Niska, pulchna brunetka chwyta za miotłe stojącą w kącie za ladą i zaczyna biec w moim kierunku. Zamachuje się i uderza mnie. Przerażony uciekam. Zapomniałem, że jestem kotem a zwierzętom nie wolno wchodzić do tego typu miejsc.
Rozglądam się dookoła i rozpoznaje okolicę w której się znajduję. Niedaleko stąd jest park do którego postanawiam się udać.
Wskakuję na jedną z ławek i kładę się na niej. Nagle słyszę nieznany mi głos. Podchodzi do mnie jakaś dziewczynka i zaczyna głaskać. Drapie mnie za uchem. Podoba mi się to i wydaję z siebie cichy pomruk zadowolenia.
Tagi: Cat's Face
20.04.2015 o godz. 15:47
Bohaterowie

Bryan Warner (17 lat)


Veronica "Ronnie" Campbell (16 lat)



Prolog

Dlaczego jestem aż tak głupi żeby zgodzić się by jakiś profesorek przeprowadzał na mnie jakieś swoje eksperymenty? Wszystko mnie boli. Czuję się jakby ktoś rozerwał mnie na pół.
Gdy w końcu zmuszam się do otwarcia oczu co jest nie lada wyzwaniem orientuję się, że leżę na podłodze. Podnoszę się, ale... Co jest? Dlaczego wszystko wydaje się być większe? Lekko kołysząc się na boki robię parę kroków. Staję przed lustrem.  Rozlega się prychnięcie.
To nie jestem ja! To ten kot co siedział na krześle obok gdy Jenkins odpalał to swoje cholerne ustrojstwo!
Co tu się dzieje?! To po prostu cholernie pokręcony sen?! Byłem na imprezie i ktoś mi dosypał jakiegoś świństwa do drinka i jestem na haju?!
Podchodzę do lustra, zaczynam kręcić głową, ten futrzak w lustrze tak samo. Odwracam się, on również. Nie! Co tu się dzieje?!
Zaczynam wariować, biegam, skaczę po całym pokoju. Siwy mężczyzna w białym fartuchu coś krzyczy, biega za mną.
Dostrzegam otwarte okno. Wskakuję na szafkę, parapet. Pomieszczenie znajduje się pod ziemią więc nie mam problemu z ucieczką.





Pewnie zauważyliście, że usunęłam tamto opowiadanie (a jeśli nie to nie było sprawy). Stwierdziłam, że najwyżej będę to pisać pomału na wattpadzie, jeśli ktoś jest ciekawy to zapraszam. Cat's Face od razu mówię, że nie będzie długie, jest to coś nowego jeśli chodzi o moją "twórczość" , ale może wam się spodoba ☺ Aha i jeszcze jedno. Będę informować tylko tych co skomentują wcześniejszy rozdział. Po prostu nie widzę sensu spamowania komuś o rozdziałach jeśli komentarz pojawia się raz na 10 rozdziałów.
Tagi: Cat's Face
11.04.2015 o godz. 16:54
W życiu zdarzają się różne rzeczy. Niczym rollercoaster raz jest się na górze chwilę później na dole. Justin i Rebecca doskonale o tym wiedzą jednak zdają sobie sprawę z czegoś jeszcze. Dopóki są razem dadzą sobie radę ze wszystkim.


Heeey!!!
Przepraszam, że tyle czekaliście na takie 3 zdaniowe coś, ale właściwie to czekałam na komentarze :)
To już koniec ff RebeccaandJustin.
Mimo to nie zamierzam kończyć z pisaniem. A właściwie to zamierzam dokończyć wszystko co zaczęłam i później myśleć o czymś nowym.
Wszystkie moje prace znajdziecie na wattpadzie ( http://www.wattpad.com/user/cytrynqa_xo )
Jeszcze je trochę poprawiam więc nie ma kilku z nich, ale będą :) Jeśli macie ochotę to zapraszam :)
A jeśli chodzi o nowe opowiadanie to mam pomysł (również zaczęte niewiadomo kiedy :D). Będę je publikować na pewno na wattpadzie i teraz pytanie? Czy chcecie abym publikowała je tutaj? Bo nie widzę sensu zakładania nowego bloga.
Piszcie w komentarzach, priv, na asku...
I na koniec jeszcze chciałabym podziękować za wszystkie komentarze :)
A szczególnie:
Ewelina12
Foreverstar
Fuck-everything-Im-Belieber
AnotherGirl
BadBoyAndGoodGirl
hope1999
fall-in-love

Lol... Epilog taki krótki a te wypociny tak długie.
Tagi: Epilog
25.02.2015 o godz. 17:31

#21

Gdy jechałyśmy do hotelu nie widziałam zbyt wiele jednak gdy dotarłyśmy do kurortu w którym miałyśmy mieszkać byłam zachwycona.

Rozglądałam się dookoła z zachwytem w czasie gdy mama załatwiała klucz do pokoju. Gdy już go dostałyśmy jeden z pracowników hotelu zaprowadził nas do niego.
Właściwie to nie był to pokój lecz cudowny apartament.
Od razu wzięłam się za zwiedzenie go.

Najpierw salon z wielkim tarasem z którego rozpościerał się widok na ocean. Wspaniała piaszczysta plaża, palmy. Wróciłam do środka i otworzyłam jedne drzwi które prowadziły do wielkiej łazienki.

Kolejne dwoje do pokoi.
- Ja zajmuję ten pokój! - krzyknęłam na co mama się zaśmiała.
- Dobrze. Jak chcesz - rzuciłam się na wielkie łoże i zaczęłam wpatrywać w sufit.

Właśnie. Miałam dać Justinowi znać kiedy znajdę się na miejscu. Ale u nich pewnie jest środek nocy.
Chociaż może Juss jeszcze nie śpi. On często siedzi do późna na Twitterze czy Facebooku.

Z torby która już stała obok łóżka wyjęłam laptopa i włączyłam go.
Połączyłam się z lokalnym WiFi i Zalogowałam na oba te portale społecznościowe.

Pięć minut temu Justin dodał teeeta z linkiem do jakiegoś filmiku.
Miałam rację. Nie śpi.
Napisałam do niego.

@justinbieber Nie powinieneś iść spać? :P

Nie musiałam czekać jakoś strasznie długo bo po 6 minutach dostałam odpowiedź.

@rbrooks Niee :P

@justinbieber Awww ^^ Czekałeś na mnie

@rbrooks Oczywiście xD Jak lot?

@justinbieber Ok :)

@rbrooks Dobrze :)


Popisaliśmy jeszcze chwilę, ale musieliśmy kończyć bo Jussowi zachciało się spać.

Odłożyłam komputer i stwierdziłam, że zrobię to samo co moja rodzicielka czyli rozpakowanie się.

Gdy skończyłyśmy było już dosyć późno a ja byłam wykończona po długim locie. Do tego zmiana stref czasowych i gorący klimat wcale nie pomagały.

Następnego Dnia

Obudziłam się około godziny jedenastej. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Apartament był pusty. Jedyne na co się natknęłam to zgięta na pół kartka ustawiona na stoliku.

Zeszłam na dół na śniadanie a później pójdę obejrzeć basen.
Mama


Wyrzuciłam  papierek do kosza i wróciłam się ubrać. Dziś postanowiłam, że będzie to sukienka przed kolano w kolorze neonowej zieleni.

Włosy związałam w kok i zeszłam na dół na stołówkę. Na szczęście jeszcze załapałam się na śniadanie.
Zjadłam dwa tosty z dżemem i postanowiłam rozejrzeć się po hotelu.

Wyszłam na zewnątrz gdzie był basen, kilkanaście leżaków i bar.
Zaczęłam rozglądać się za matką jednak nigdzie jej nie widziałam.

Podeszłam do baru za którym stał wysoki, ciemnowłosy chłopak.
Uśmiechnął się a mi przypomniał się Justin. Jego oczy, uśmiech... Ohh... Jak ja kocham ten jego uśmiech.

- Hej. Podać coś - uśmiechnął się do mnie barman.
- Mohito - odpowiedziałam odwazajemniając miły gest.
Chłopak był przystojny, nawet bardzo, ale nie dorastał Justinowi do pięt.

Kiedy dostałam swoje zamówienie podziękowałam a niebieskooki zajął się obsługą innych gości.
Kiedy ja w spokoju kończyłam swój napój i przyglądałam się ludziom dobrze się bawiącym w basenie i dookoła niego grupka dzieci biegała dookoła bawiąc się w berka i ignorując swoich rodziców proszącym by się uspokoiły i nie biegały tak bo zaraz się wywrucą.

Chwilę później przyszedł jakiś snobistyczny facet ze strasznie ulizaną fryzurą.
Zaczął coś krzyczeć po bułgarsku na te dzieciaki śmiesznie gestykulując przy tym rękoma, ale nie sądzę aby cokolwiek zrozumiały a nawet jeśli to żeby się tym przejmowały.

Zachichotałam zdobywając ponownie uwagę chłopaka z baru.
- Nie mogłem trafić na śmieszniejszego szefa - również zachichotał.
- To twój szef? - zapytałam ciekawa a on przytaknął - Hah... Darmowa rozrywka. Nieźle.
- Tak. A w ogóle to jestem Pavel - wyciągnął dłoń w moim kierunku, którą uścisnęłam.

Przez resztę pobytu w Warnie jeszcze wiele razy rozmawiałam z Pavel'em. Był miły. Raz udaliśmy się do jednego z klubów na imprezę. Towarzyszyła nam również jego dziewczyna więc, wiadomo... Chcieli nacieszyć się sobą. Gdy tak na nich patrzyłam myślałam o Justinie. O tym jak szczęśliwa byłam będąc jego dziewczyną.

Większość czasu spędzałam jednak z mamą. Świetnie się razem bawiłyśmy. Aż mi się wierzyć nie chce, że to ta sama kobieta do której miałam tak wielki żal o to, że nie interesowała się mną.

Niestety dwa tygodnie minęły strasznie szybko i nim się obejrzałam musiałyśmy wracać.

Teraz właśnie wysiadłyśmy z samolotu i idziemy po nasze bagaże.
Kiedy już je mamy idziemy długim korytarzem.

Iiiii... Tuż za rogiem czekają na mnie moi przyjaciele! A przede wszystkim - on.

Kiedy ich zobaczyłam pisnęłam ze szczęścia i zaraz po tym byłam już w ramionach mojej przyjaciółki.
- Lena.. Nie bądź samolubna. Daj się nam przywitać - zaśmiał się Ryan na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Odsunęłam się od szatynki i rzuciłam się mu na szyję. Przywitałam się z resztą i przyszedł czas na niego.

- Hej - uśmiechnęłam się szeroko ciesząc się jak głupia, że go widzę.
- Hej Becca - przytulił mnie mocno i szepnął na ucho - Cholernie za tobą tęskniłem skarbie.

Odsunęłam się kilka centymetrów chcąc mieć na niego lepszy widok.
- Skarbie? - zapytałam zdziwiona.
-A co? Nie chcesz być moim skarbem? - zapytał nieco ściszonym głosem tak aby reszta paczki nie mogła usłyszeć naszej rozmowy.

Mój wyraz twarzy nie przedstawiał pewnie nic oprócz zmieszania i zdziwienia zarazem.
Co to ma oznaczać? Że mnie kocha? Że chce bym była jego dziewczyną?
- Pamiętasz kiedy mówiłaś, że nie ma sensu żyć pomiędzy ludźmi kiedy nikt cię nie kocha? - tym zdaniem całkiem wyprowadził mnie z równowagi - To hasło nijak ma się do ciebie. Masz ludzi którzy cię kochają. W tym mnie - w chwili gdy zrozumiałam co ma na myśli do moich oczu napłynęły łzy.
Nie.. Chwila co? Nie mogę się rozpłakać. Nie teraz.

Zarzuciłam ręce na jego szyję i mocno się w niego wtuliłam - Kocham Cię Becca. Przepraszam, że tak długo mi to zajęło - odsunęłam się od jego klatki piersiowej i szeroko uśmiechnęłam.
- Lepiej późno niż wcale - zaśmialiśmy się - Ja ciebie też kocham Justin - powiedziałam a Kanadyjczyk złączył nasze usta w długim, namiętnym pocałunku.

Inaczej wyobrażałam sobie ten rozdział. Zwłaszcza, że jest on ostatnim rozdziałem tego ff.
Już niedługo pojawi się epilog.
Chciałam aby ostatni rozdział był...inaczej, nie chciałam by wyszedł tak okropnie jak wyszedł. Przepraszam, że was zawiodłam.
Jeśli macie jakieś pytania czy coś... Może sugestie dotyczące nowych opowiadań piszcie w priv, w komentarzach lub na asku: ask.fm/julia_anita
PS. Ostatnio zaniedbałam bloblo więc przepraszam jeśli nie komentowałam waszych rozdziałów. Nadrobię to wkrótce ❤


Tagi: #21
15.02.2015 o godz. 21:54

#20



W ciągu ostatnich dwóch tygodni Richard przebywał w areszcie. Wciąż oczekuje na proces.

Rebecca teraz musi jeszcze przejść przez składanie zeznań mimo iż zostały wykonane badania potwierdzające gwałt.

Kiedy wbiegłem do sali w której przebywała zostałem wyproszony przez policjanta który przesłuchiwał Rebeccę więc czekam na korytarzu chodząc w kółko i co chwilę przeczesując włosy palcami.

Becca twierdzi, że robię tak zawsze gdy się denerwuję. Chyba faktycznie coś w tym jest.

Czekałem jeszcze z dwadzieścia minut gdy w końcu drzwi się otworzyły a salę opuścił funkcjonariusz policji.

Od razu wszedłem do środka i usiadłem na krześle obok łóżka.

- Hej - wychrypiałem nie bardzo wiedząc co mógłbym więcej powiedzieć.

Spojrzała na mnie a ja utonąłem w brązie jej tęczówek. Zdążyłem już zapomnieć jak piękne są.

- Hej - uśmiechnęła się delikatnie.

- Jak się czujesz? - zapytałem po chwili ciszy i chwyciłem jej dłoń.

- Wszystko mnie boli, jestem zmęczona - jęknęła a jej usta wykrzywiły się w grymas, ale po chwili znów przeistoczył się w uśmiech - Ale cieszę się, że Cię widzę.

- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo się o ciebie martwiłem - kciukiem gładziłem wewnętrzną stronę jej dłoni.

- To ty powiedziałeś policji o Richardzie? - zabrzmiało to raczej na stwierdzenie niż pytanie i dzięki czemu mogłem odetchnąć z ulgą nie było słychać pretensji, oskarżeń w jej głosie. Przyznaję, że trochę obawiałem się jej reakcji, ale myślę, że postąpiłem słusznie.

W odpowiedzi na jej pytanie/stwierdzenie przytaknąłem.

- Gdybym tego nie zrobił on by się z tego wszystkiego wywinął. A tego bym sobie nie darował.

Dziewczyna rozpostarła swoje ramiona dając mi tym znak bym przysunął się bliżej aby mogła się do mnie przytulić.

Rebecca

Czułam taką...ulgę. Ulgę, że ten skurwiel dostanie to na co zasługuje. Zniszczył mi życie! Powinien zgnić w więzieniu.

- Co się wydarzyło przez te dwa tygodnie? - zapytałam Justina siedzącego na krześle obok bawiącego się moimi palcami.

Spojrzał na mnie, ale nie na długo. Niemal od razu spuścił wzrok.

- Wszyscy się o ciebie martwili. Twoja mama praktycznie przeszła załamanie nerwowe. Z całą paczką tutaj ciągle przesiadywaliśmy przy tobie - wiedziałam, że nieco ubarwnił swoją wypowiedź, ale mimo to zrobiło mi się miło. Jednak po wyrazie jego twarzy wiedziałam, że wydarzyło się jeszcze coś. Coś co chce przede mną ukryć.

- I co jeszcze?

- Jesteś z powrotem z nami - uśmiechnął się co odwzajemniłam.

Pokręciłam głową i wciąż próbowałam to z niego wyciągnąć.

Po chwili udało mi się to.

„Byłaś w ciąży. Poroniłaś." - te trzy słowa rozbrzmiewały w mojej głowie niczym echo.

Na początku myślałam, że się zgrywa, że to po prostu głupi żart a kiedy zrozumiałam, że mówi poważnie, że to jednak prawda nie mogę w to uwierzyć. Nadchodzi fala gniewu. Zrobił mi dziecko a później zabił je próbując pozbyć się mnie.

Po tym czeka mnie uczucie żalu i rozpaczy.

Na koniec nie czuję nic. Jestem jak szmaciana lalka, która nie może nic poczuć. Można rzucać nią o ścianę, można cisnąć ją w ogień, spłonie, ale będzie jej to obojętne ponieważ to zwykły kawałek materiału.

Wiem, że nigdy nie mogłabym nawet spojrzeć na to dziecko. Dzień w dzień przez resztę życia przypominało by mi o gwałcie, a chcę o tym zapomnieć.

Nie twierdzę, że cieszę się z tego, że poroniłam, ale wiem, że gdybym je urodziła to to dziecko miałoby zniszczone życie. Nieważne co by się stało. Czy bym oddała je do domu dziecka, czy zatrzymała.

Justin cierpliwie siedzi obok mnie rozumiejąc, że zamieszanie i rozmowa z kimś nie jest mi w tym momencie potrzebna.

Nie wiem ile czasu minęło, kilka sekund, minut, godzin? Podejrzewam, że było to jedynie kilka minut., ale z szoku wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi i głos mej rodzicielki.

- Rebecca! Córeczko! Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - lekko przytaknęłam lustrując ją wzrokiem gdy odsunęła się po tym jak mocno mnie przytuliła.

Kobieta przede mną w niczym nie przypominała mojej matki.

Zmęczenie widoczne na jej twarzy wolnej od wszelkiego makijażu,włosy związane w niechlujnego kucyka a ubrana była w dresy. Wyglądała jak wrak człowieka. Ona do sklepu nigdy nie wyszła bez makijażu. Już nie mówię, że nigdy, przenigdy nie wyszła by z domu w dresie.

- Justin, zostawisz nas same? - zwróciła się do chłopaka, który jedynie skinął głową i opuścił salę.

Zajęła miejsce na krześle które jeszcze przed chwilą zajmował Juss.

- Przepraszam, że tak późno przyjechałam, ale musiałam dzisiaj pojechać do firmy bo nie było mnie tam od dwóch tygodni, ale jak tylko dowiedziałam się, że się wybudziłaś od razu wsiadłam w samochód i przyjechałam - uśmiechnęłam się do niej - Przepraszam Cię - jej głos załamał się a po twarzy spłynęły pierwsze łzy tworząc ścieżkę dla kolejnych i kolejnych - Przepraszam, że nie potrafię być dobrą matką, że nie poświęcałam ci zbyt wiele uwagi,że w ogóle dopuściłam do takiej sytuacji. Ale to się już nigdy nie powtórzy. Przysięgam.

12 Dni Później

Szczęśliwa, że już dziś wracam do domu wsiadłam do czarnego BMW.

- Zapnij pasy - powiedziała mama a ja to uczyniłam.

Gdy miałam już zapięte pasy bezpieczeństwa ruszyła kierując się w stronę naszego nowego domu.

Mama postanowiła kupić nowy twierdząc, że z tamtym wiąże się zbyt wiele negatywnych wspomnień, a poza tym nie jest nam potrzebny aż tak duży dom.

Już nawet nie myśli o randkowaniu, szczególnie przez wszelkie portale randkowe.

Pogodziłyśmy się i chcąc spędzić trochę czasu razem już jutro wylatujemy na wakacje do Bułgarii. Nie muszę się przejmować szkołą ponieważ już za kilka dni i tak są ferie.

Od lat mama obiecywała mi ten wyjazd lecz dopiero teraz faktycznie do niego dojdzie.

Także ten... W końcu moje życie zaczyna się układać.

Następnego Dnia

Po pożegnaniu z Justinem, Leną, Ryanem i Jake'iem, przejściu przez odprawę razem z mamą wsiadłyśmy do samolotu.

Miejsca były dwuosobowe więc ryzyko, że ktoś kto ma nie równo pod sufitem usiądzie obok nas nie istniało.

Przed nami kilkanaście godzin lotu.

Najpierw słuchałam muzyki, później chwilę gadałam z mamą, ale kiedy zasnęła nudziło mi się więc grałam w jakąś durną grę, ale tylko przez pięć minut, po chwili również zasnęłam.



Przepraszam.
Tagi: #20
13.02.2015 o godz. 16:54

#19

Narrator

Tego popołudnia Diana Brooks nie odstępowała swojej córki na krok. Jej myśli wciąż wypełniały słowa wypowiedziane przez Justina kilka godzin wcześniej.

Nie mogła w to uwierzyć. Richard? Człowiek którego kochała? Za którego za chwilę miała wyjść za mąż? Nie mogła uwierzyć, że mógłby skrzywdzić jej córkę. Że mógłby skrzywdzić kogokolwiek.
Jednak.... Dlaczego Justin miałby kłamać?

Nagle drzwi do sali się otworzyły a do środka wszedł obiekt wokół którego od kilkunastu godzin wciąż krążyły jej myśli.
Zwykle na widok narzeczonego uśmiechała się szeroko jednak nie tym razem. W tej chwili nie chciała go widzieć.
Czuła do niego wielką odrazę. Nie mogła nawet na niego patrzeć. Oszukał ją. Skrzywdził jej córkę.

- Kochanie, dopiero odsłuchałem twoją wiadomość. Co się stało? Co z nią? - zapytał wskazując głową w stronę blondynki.

- Miała wypadek. Ale... Nawet nie udawaj, że Cię to obchodzi - warknęła Diana.
- Co?
- To koniec. Koniec wszystkiego. Koniec nas.

Justin

Mniej więcej o 14 ponownie pojawiłem się w szpitalu.
Udałem się pod odpowiednią salę i już miałem wchodzić do środka gdy pojawiło się przy mnie dwóch policjantów.
- Pan Justin Bieber?
- Tak. O co chodzi? - zapytałem ściągając dłoń z klamki.
- Chcieliśmy zadać Panu kilka pytań w sprawie Rebecki Brooks - odpowiedział niższy facet w mundurze.

Co za zbieg okoliczności. Mam im do powiedzenia bardzo ciekawe rzeczy.

Odeszliśmy kawałek dalej i zaczęli mnie przesłuchiwać.
- Co Pana łączy z Rebeccą Brooks? - zapytał na początek jeden z funkcjonariuszy.
- Przyjaźnimy się. Byliśmy przez chwilę razem, ale na chwilę obecną jesteśmy tylko przyjaciółmi - wyjaśniłem.
- Dobrze. A gdzie byłeś wczoraj około godziny 14,15?
- Byliśmy z Rebeccą umówieni. Mieliśmy się spotkać pod komisariatem. Czekałem na nią, ale nie zjawiła się - przeklinałem siebie na samą myśl, że gdybym uparł się by po nią pojechać do Leny nic by się nie stało - Wróciłem do domu a wieczorem zadzwoniła do mnie jej mama informując o wszystkim.

- Myślisz, że to zdarzenie było zaplanowane? Że nie był to nieszczęśliwy wypadek? Ktoś mógł chcieć ją skrzywdzić?
- To nie był wypadek. Praktycznie jestem pewien, że wiem kto i dlaczego to zrobił - najwyraźniej moja wypowiedź ich zainteresowała ponieważ kazali mi rozwinąć tę myśl.
- Rebecca... Ona została zgwałcona. To był powód dla którego mieliśmy udać się na policję. Miała to zgłosić - nowa informacja zszokowała ich obojga, mimo iż powinni być przyzwyczajeni do tego typu zdarzeń.

- Kto to zrobił? - padło pytanie które miało wszystko wyjaśnić.
- Richard Brand. Narzeczony jej matki. On ją zgwałcił. Niejednokrotnie. Groził jej, że jeśli komuś powie to ją zabiję. Pewnie dowiedział się, że chce na niego donieść i chciał jej przeszkodzić.

- Jesteś tego pewien? To poważne oskarżenie - pokręciłem głową i potwierdziłem swoje słowa.
- Jestem pewien.
- Ale chwila. Czy to nie ten mężczyzna, który przed chwilą wszedł do sali? - wtrącił drugi policjant.

Od razu udaliśmy się do pokoju w którym znajdowała się nieprzytomna Rebecca.
Na środku sali stał Richard szarpiący za ramiona Panią Brooks.
- To on - wskazałem na zdziwionego Richarda, który puścił płaczącą już kobietę.
Dwójka mężczyzn w mundurach podeszła do niego.
- Jest Pan oskarżony o gwałt i spowodowanie wypadku. Pójdzie Pan z nami - rzekł jeden z policjantów.
- Słucham? Wypraszam to sobie. Nic nie zrobiłem.
- Wytłumaczysz się na komendzie - chwycił go za ramię chcąc go skuć jednak Richard uderzył go w brzuch tak samo jak tego drugiego i uciekł. Natychmiast rzuciłem się w pogoń za nim.

Na szczęście udało mi się go dogonić nim wybiegł z budynku.
Szarpał się próbując się wyrwać jednak zanim mu się to udało przybiegli funkcjonariusze i zakuli go w kajdanki.
Zaprowadzili go do auta i zabrali na posterunek.

Dwa tygodnie później


Biegłem szpitalnym korytarzem który w ciągu ostatnich tygodni stał się mi bardzo dobrze znany.
Przed chwilą otrzymałem wiadomość na którą niecierpliwie czekałem.

Rebecca wybudziła się ze śpiączki farmakologicznej.



Powoli zbliżamy się do końca tej historii.
Teraz mam ferie więc już nie długo pojawi się nowy rozdział.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim. Mam nadzieję, że ten rozdział również wam się spodoba.
Luv ya, xxx
Tagi: #19
04.02.2015 o godz. 11:29
Przerażony wbiegłem do sali szpitalnej gdzie leżała nieprzytomna Rebecca a obok na krześle siedziała jej mama trzymając ją za dłoń.

Poczułem jak mój żołądek się zaciska widząc jej nieruchomą, całkiem bladą twarz tonącą w bieli szpitalnej pościeli.

Podszedłem nieco bliżej a kobieta siedząca obok odwróciła się.

Może i nie widywałem jej zbyt często jednak pamiętałem ją zupełnie inaczej.

Zwykle włosy miała spięte w idealnego koka, perfekcyjny makijaż, cała była taka... Nienaganna, zawsze elegancka. Tym razem nie było śladu po tej kobiecie. Zamiast niej widziałem kobietę z opuchniętymi i mokrymi od płaczu oczyma, rozmazanym makijażem. Na jej twarzy było widoczne zmęczenie, niepokój, smutek.

- Justin. Dobrze, że jesteś - zaczęła Diana. Uśmiechnąłem się blado i podszedłem do łóżka na którym leżała dziewczyna.

Znów poczułem to straszne uczucie i a do oczu napłynęły mi łzy.

Chwila, co? Nie. Jestem Justin Bieber a on nigdy nie płacze. Płaczą dziewczyny. Nie ja.

Ugh... Kogo ja oszukuje? Cholernie zależy mi na tej dziewczynie. Nie wiem co zrobię jeśli ona z tego nie wyjdzie.

- Co mówią lekarze? - zapytałem cicho.

- Musimy czekać aż się wybudzi. Jej organizm jest osłabiony i musi się zregenerować - wyjaśniła kobieta a ja przytaknąłem na znak, że zrozumiałem - Ale lekarz powiedział coś jeszcze. I przede wszystkim po to po ciebie zadzwoniłam - spojrzałem na nią oczekując aby kontynuowała. Nie musiałem długo czekać - Rebecca była w ciąży jednak poroniła - dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedziała. Co?! W ciąży?! A-ale... Nie, to niemożliwe... To by oznaczało, że...

- Po prostu spytam wprost. Czy wy.. - lekko się zająknęła - Uprawialiście seks? To twoje dziecko? - kurwa i co ja mam teraz zrobić? Powiedzieć: Nie. Twoja córka i ja nie uprawialiśmy seksu. Ojcem dziecka jest.. A raczej był Pani narzeczony, Richard. Zgwałcił ją.

No chyba nie.

To nie ode mnie powinna się o tym dowiedzieć.

- Odpowiedz - ponagliła. Czułem na sobie jej spojrzenie. Chciała odpowiedzi. Niepewnie pokręciłem głową.

- Nie robiliśmy tego - odpowiedziałem spoglądając na blondynkę. Pewnie byłaby zażenowana całą tą sytuacją jeszcze bardziej niż ja.

- Ale... Skoro nie ty jesteś ojcem to... To kto?

- To nie ja powinienem to Pani powiedzieć.

- Ale co? O co chodzi? Powiedz mi. Muszę wiedzieć - nalegała a ja zacząłem rozważać opcję czy może jednak faktycznie jej nie powiedzieć.

Tak czy siak będzie trzeba zgłosić gwałt na policję. Nawet jeśli Becca tego nie zrobi, zrobię to ja. On musi zapłacić za to co jej zrobił. A jej mama zasługuje na to by wiedzieć kim naprawdę jest jej narzeczony.

Spojrzałem na moją małą Reb.

Pewnie nie spodobało by jej się, że to zrobię, ale...

- Ona.. Ona nienawidzi Pani narzeczonego - zacząłem kątem oka dostrzegając zdziwienie, zamieszanie malujące się na jej twarzy.

- Richarda? Dobrze, zgoda. Może i faktycznie nie przepada za nim, ale bez przesady... Nie nienawidzi go - broniła go a ja pokręciłem głową.

- Ona go nienawidzi. I ma ku temu powód - spojrzała na mnie zdziwiona a ja kontynuowałem - On.. On ją z-zgwałcił - wypowiedziałem te trzy słowa strasznie się jąkając i znów czując uczucie nienawiści do tego skurwiela, który skrzywdził moją Rebeccę.

Spojrzałem na Dianę,która patrzyła na mnie z niedowierzaniem.

- Co? Nie - zaśmiała się nerwowo - Richard by tego nie zrobił. Nie jest taki.

- Zrobił to. Rebecca chciała to zgłosić na policję. Mieliśmy się dzisiaj spotkać i to załatwić, ale zdarzył się ten wypadek. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że to on go spowodował.

~*~


Mniej więcej o szóstej nad ranem wróciłem ze szpitala do domu. Do tej pory nie odstępowałem Becki na krok tak samo jak jej rodzicielka i Lena do której zadzwoniłem i która przerażona w błyskawicznym tempie przyjechała do szpitala.

Pewnie byśmy dalej tam siedzieli gdyby nie Pani Brooks, która chciała abyśmy wrócili do swoich domów i odpoczęli. Obiecała, że jeśli coś się wydarzy da nam znać.

Wszedłem do salonu i rzuciłem swoją skórzaną kurtkę na kanapę. Mniej więcej wtedy do pomieszczenia wszedł również mój ojciec już gotowy by wyjść do pracy a za nim mama.

- Justin. Gdzie byłeś? Dlaczego wyszedłeś bez informowania nas o tym? - jak zwykle moja mama zasypała mnie gradem pytań. Co i gdzie robiłem całą noc.

- Byłem w szpitalu - mruknąłem chcąc tylko znaleźć się w swoim ciepłym i wygodnym łóżku.

- Co?! Jak to? Dlaczego? Wszystko z Tobą w porządku? - oczywiście zaczęła panikować sprawdzając czy nie mam jakichkolwiek widocznych obrażeń.

Do rozmowy wkroczył Jeremy widząc, że nie zamierzam odpowiedzieć.

- Justin. Zrozum, że ja i mama się o ciebie martwimy. Dlaczego byłeś w szpitalu? - powtórzył pytanie zadane wcześniej przez mamę a ja prychnąłem.

- Jesteś ostatnią osobą której mam cokolwiek do powiedzenia - odpowiedziałem niegrzecznie zdobywając karcące spojrzenie od matki.

Spojrzałem na niego jednak nie widziałem mojego kochającego ojca, który był dla mnie wzorem do naśladowania lecz potwora, który skrzywdził wówczas czternasto letnią Rebeccę. Scena z filmiku który znalazłem w jego komputerze rozbrzmiewała w mojej głowie.

Ponownie gniew zawładnął moim ciałem i umysłem. Nie kontrolowałem siebie jednak byłem pewien, że później nie będę tego żałował.

Zamachnąłem się i z całej siły uderzyłem mężczyznę w twarz.

Do moich uszu dobiegł dźwięk chrupnięcia świadczący o tym, że jego nos jest złamany. Przerażona Pattie krzyknęła. Nie czując nic oprócz nienawiści rzuciłem się na niego z pięściami.

- Justin! - krzyczała moja rodzicielka próbując mnie powstrzymać. Jeremy się bronił, ale i tak jego twarz była cała zakrwawiona - Justin przestań.

- Ósmy kwietnia. 2009 - krzyknąłem tę cholerną datę. Wykrzyczałem mu ją prosto w twarz.

Cień zdenerwowania i strachu przemknął przez jego twarz dzięki czemu wiedziałem, że zrozumiał - Zniszczyłeś jej życie skurwielu! - krzyknąłem chcąc zadać mu kolejny cios jednak zawachałem się słysząc cichy szloch. Podniosłem wzrok i dostrzegłem zalewającą się łzami Jaz.

Stała na schodach w swojej różowej piżamce z Hello Kitty w ręku trzymając swojego ulubionego pluszaka, którego dostała ode mnie kilka miesięcy wcześniej. Płakała. Być może nawet bała się mnie.

Nagle poczułem jak uderzam plecami o ziemię przygwożdżony do niej przez Jeremiego.

Zaczął okładać mnie pięściami tak jak ja jeszcze przed chwilą robiłem z nim.

- Jeremy! Przestań! To twój syn! - krzyknęła Pattie a on ocierając krew spływającą po jego twarzy podniósł się.

Jęknąłem z bólu próbując pozbyć się krwi ze swoich ust.

- Justin. Co cię napadło? - wyszlochała moja mama pomagając mi wstać prowadząc mnie do łazienki najpewniej chcąc opatrzeć moje rany.

- Nienawidzę go - warknąłem zaciskając pięści jednak próbując się uspokoić.

- Ale...

- On zrobił coś strasznego.
- Ale co takiego?
- Cztery lata temu.... On... On zgwałcił Rebeccę...
Tagi: #18
18.01.2015 o godz. 08:17

#17

Narrator

Tego popołudnia Diana Brooks siedziała w swoim biurze zajmując się papierkową robotą, którą w ostatnim czasie zaniedbała ze względu na przygotowania do ślubu jej wraz z mężczyzną którego szczerze kochała.

Chciała z nim stworzyć prawdziwą rodzinę a to, że akceptował jej córkę dawało jej na to nadzieję.

Właśnie kończyła przeglądać kolejną umowę by móc ją podpisać gdy rozległ się dźwięk dzwonka w telefonie. Chwyciła urządzenie i zerknęła na ekran by zorientować się kto do niej dzwoni jednak nie wiele to dało gdyż numer był zastrzeżony.

Mimo wszystko odebrała.

- Halo? - powiedziała formalnym tonem którym zwykle zwracała się do klientów czy pracowników.

- Pani Diana Brooks? - usłyszała głos jakiegoś mężczyzny po drugiej stronie słuchawki.
- Tak. Kto mówi?
- John Collins. Pracuję w policji. Niestety mam dla Pani złą wiadomość - kobieta zamarła. Nie wiedziała czego policja mogła od niej chcieć - Pani córka jest w szpitalu. Została potrącona przez samochód na przejściu dla pieszych - krew odpłynęła jej z twarzy a serce przestało bić. Rebecca jest w szpitalu. To zdanie krążyło w jej umyśle.

Z szoku wyrwał ją głos policjanta.

- Halo? Proszę Pani? - potrząsnęła głową i odpowiedziała .

- Gdzie ona jest? W jakim szpitalu? Co z nią? - niemal krzyczała wypytując policjanta będąc zdesperowaną by dowiedzieć się czegokolwiek o stanie w jakim się znajduje jej jedyne dziecko.

Justin

Po około godzinie czekania na Rebecce pod komisariatem i słuchania jak włącza się poczta głosowa wróciłem do domu.

Łącznie od godziny na którą byliśmy umówieni minęło trzy godziny.

Cholera, co Rebecca sobie wyobraża?

Rozumiem, boi się tego składania zeznań, ale byliśmy umówieni. Obiecała. A przynajmniej mogłaby odebrać ten głupi telefon!

Narrator

Przerażona kobieta wpadła do szpitala i natychmiast podbiegła do kobiety stojącej przy recepcji.

- Szukam Rebecki Brooks. Podobno przywieźli ją tutaj. Miała wypadek - mówiła jednym ciągiem nie robiąc nawet przerwy na oddech.

- Ale proszę się najpierw uspokoić - powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach widząc stan w jakim znajdowała się roztrzęsiona kobieta - Pani jest jak rozumiem matką? - zapytała pamiętając o swoim obowiązku udzielania jakichkolwiek informacji dotyczących stanu pacjentów tylko i wyłącznie rodzinie.

- Tak. Ale co z nią? Gdzie ona jest? - dopytywała.

- Pani córka w tej chwili jest operowana. Powinna pani się udać pod blok operacyjny i poczekać na lekarza. On udzieli Pani szczegółowych informacji. Ja nic więcej nie wiem -  wyjaśniła blondynka na co Diana posłała jej pełen wdzięczności uśmiech i pytając jeszcze jak mogłaby dotrzeć na blok operacyjny.

Kiedy chcemy by czas stanął w miejscu ten leci nieubłaganie lecz gdy chcemy by przyspieszył minuty zdają się trwać godzinami, godziny tygodniami, tygodnie latami...

Tak było i tym razem gdy umierająca ze strachu matka chodziła w kółko po szpitalnym korytarzu nie wiedząc co dzieje się z jej dzieckiem.

W międzyczasie tysiące myśli krążyło po jej głowie.

Była pracoholiczką. Szanowaną businesswoman. Jednak nie była dobrą matką. Nie poświęcała córce wystarczająco dużo czasu,nie była dla niej wsparciem, przyjaciółką. Praca była dla niej najważniejsza.

- Mamusiu, pójdziemy na plac zabaw? - zapytała pięcio letnia Rebecca swojej mamy.
- Nie teraz. Jestem zajęta- znów ta sama odpowiedź padła z ust kobiety.


Mnóstwo wspomnień odtwarzało się w jej głowie jedno po drugim.

- Mamo. Za tydzień wakacje. Będzie wolne. Pojedziemy gdzieś? Np. do Francji albo Hiszpanii czy Grecji - prosiła Rebecca mając już 12 lat.
- Nie. To zbyt daleko a ja muszę pracować.


Z natłoku myśli wyrwał ją głos lekarza wychodzącego z sali.

- Pani Brooks? Mama Rebecki? - brunetka w jednym momencie zjawiła się przy wysokim szatynie.

- Tak. To ja. Co z nią, Panie doktorze?

- Zaraz wszystko Pani wyjaśnię. Zapraszam do środka - wskazał na pomieszczenie gdzie prześladują lekarze i pielęgniarki weszli do środka i zajęli miejsca na krzesłach przy biurku.

- Pani córka na chwilę obecną jest w śpiączce. Ma złamaną lewą rękę i kilka żeber. Do tego uszkodzone biodro - Diana ostatkami sił powstrzymywała łzy wciąż napływające jej do oczu.

- Ale będzie żyła? Prawda? - zapytała łamiącym się głosem pełnym nadziei.

- Jej stan jest stabilny. Miała wiele szczęścia. Teraz jest w śpiączce jednak nie wiemy ile w niej pozostanie. Może to być kilka dni, ale równie dobrze mogą to być miesiące a nawet lata. Jednak jest coś jeszcze. Zrobiliśmy wszystko by temu zapobiec jednak... Rebecca poroniła.

(ma ktoś pojęcie jak matka może zareagować na taką wiadomość i jak to opisać ? Bo ja za nic tego nie dam rady zrobić)

- Co?! A-ale... Nie. To niemożliwe. Poroniła? Ale... Ona nie była w ciąży.

- Pani Brooks..była. Jednak sama mogła nie zdawać sobie z tego sprawy. To był czwarty tydzień - kobieta była w szoku. Jej córka była w ciąży i... I poroniła.

Justin

Siedziałem w salonie na kanapie oglądając mecz koszykówki jednak w ogóle nie mogłem się skupić na grze. Ciągle spoglądałem na telefon mając nadzieję, że Becca w końcu się odezwie. Dzwoniłem do niej z milion razy, zostawiłem mnóstwo wiadomości, ale ona wciąż nie daje znaku życia.

Nagle ekran mojego iPhone'a rozświetlił się.
Nie patrząc na to kto dzwoni odebrałem.

- Becca?! - niemal krzyknąłem podnosząc się z kanapy.
- Justin? Tutaj Diana. Mama Rebecki. Mógłbyś przyjechać do szpitala?
- Do szpitala? Ale... O co chodzi? Co się stało? - dopytywałem będąc zaniepokojony.
- Rebecca miała wypadek.


Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Ogólnie to byłam przekonana, że dopiero dodawałam poprzedni rozdział a tu prawie tydzień minął.
Przepraszam też, że rozdział jest jaki jest, ale strasznie ciężko mi się go pisało a chciałam go dodać jeszcze przed powrotem do szkoły.
~Julcia
❤❤❤
Tagi: #17
05.01.2015 o godz. 17:47

#16

O 12 Justin podwiózł mnie pod duży, biały dom w którym mieszkała rodzina Fenty. Chłopak powiedział, że za dwie godziny mamy się spotkać na komisariacie policji na co tylko kiwnęłam głową. Przecież ustaliliśmy to już wczoraj.

Pożegnałam się z nim i wysiadłam z auta zatrzaskując za sobą drzwi.

Odjechał a ja wcześniej dzwoniąc domofonem znajdującym się przy zamkniętej bramie podeszłam do drzwi wejściowych, które otworzyła mi mama Leny, pani Eva Fenty. Była to kobieta po czterdziestce, miała krótkie brązowe włosy, duże zielone oczy i miły uśmiech. Była bardzo miła a jej ciasteczka nie mają sobie równych (xD).

-Dzień dobry, pani.
- Dzień dobry kochanie. Wejdź proszę. Lena jest u siebie w pokoju - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę wspomnianego pomieszczenia.

Zapukałam i słysząc ponure proszę weszłam do środka. Szatynka siedziała na łóżku z jakąś książką i skwaszoną miną.

- A coś ty taka smętna? - zaśmiałam się a ona spojrzała na mnie zszokowana.
- Becca! - pisnęła i natychmiast wstała z łóżka. Podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję.

- Ja tak bardzo Cię przepraszam. Wiem, że powinnam była ci powiedzieć, ale... - przerwałam jej kręcąc głową.

- Lena. Przestań. Nie gniewam się na ciebie.
- Nie?
- Nie. W przeciwnym razie bym tu nie przyszła - zaśmiałyśmy się a ona przyznała mi rację - Z resztą... Z Justinem też już się pogodziłam - powiedziałam na co szatynka pisnęła zachwycona klaszcząc w dłonie. Ja tylko się z niej śmieję.

- Jesteście znów razem? - zapytała kiedy usiadłyśmy na łóżku. Zrobiło mi się przykro gdy przed oczami stanął mi obraz mnie i Justina siedzących w moim pokoju na łóżku, całujących się a następnie uświadomiłam sobie, że to już jest koniec. Justin mnie nie kocha.

- Nie, my.. My jesteśmy tylko przyjaciółmi - po mojej minie łatwo było poznać, że ten fakt nie bardzo mnie satysfakcjonuje . Oczywiście moja przyjaciółka to zauważyła.

- Liczyłaś na coś więcej? - zapytała lecz nie był to ton którym chciałaby mnie wyśmiać bardziej jak gdyby mi współczuła.

- Sama nie wiem. Ja... Ja go kocham. On tego nie odwzajemnia. Powiedział, że mu na mnie zależy, ale to nie jest miłość. Że jestem jego najlepszą przyjaciółką. Twierdzi, że może mógłby mnie kiedyś pokochać jednak nie chce robić mi nadziei. Zgodziłam się na przyjaźń, ale sama nie wiem. Mam wątpliwości. Wątpliwości czy faktycznie dam radę się z nim tylko przyjaźnić - dziewczyna objęła mnie ramieniem i zaczęła gładzić moje plecy by mnie pocieszyć.

- Dla Justina najważniejsza jest zabawa. Zabawa i bliscy mu ludzie. Najważniejszymi osobami w jego życiu są najbliższa rodzina i przyjaciele. Wierz mi, to, że sam nazwał Cię swoją przyjaciółką. Ba, najlepszą przyjaciółką to już coś. Wielu określa siebie mianem jego przyjaciela jednak nie wielu jest tych którzy faktycznie nimi są. Właściwie to tylko nasza paczka. Do której i ty należysz - nikle się uśmiechnęłam na jej słowa - Szczerze mówiąc fatalnie wybrałaś sobie chłopaka by się w nim zakochać. Justin jest przystojny, szarmancki, ale ma jedną wadę. Nie potrafi obdarzyć kobiety takim uczuciem jak miłość - powiedziała a ja kiwnęłam głową.

- Wczoraj powiedział mi to samo. I nie wiem co mam teraz zrobić? - spojrzałam na przyjaciółkę licząc na to, że udzieli mi jakiejś rady. Spojrzała na mnie i posłała mi swój uśmiech.
-Naucz go kochać.

Uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam. Bardzo się cieszę, że mam ją przy sobie. Jest najlepszą przyjaciółką pod słońcem.

- Dobra. Dość o mnie. Mów co u ciebie - odsunęłam się i spojrzałam na nią wyczekująco. Dziewczyna lekko się zarumieniła co tylko zpotęgowało moją ciekawość.

- No... Cóż... - spuściła głowę zakrywając twarz włosami.
-Lena... Mów co się dzieje! - ponaglałam ją na co się cicho zaśmiała.
- Cóż... Parę dni temu.. Poznałam kogoś - przyznała nieśmiało.

- Serio? To opowiadaj. Jaki on jest? - usadowiłam się wygodnie słuchając jak dziewczyna rozmarzonym głosem opowiada o swoim nowym chłopaku.

- Ma na imię Travis. Jest najprzystojniejszym facetem jakiego w życiu widziałam. Nie znamy się długo, ale jest strasznie kochany. Potrafi mnie wysłuchać i nie tak, że pozwala mi mówić i nie interesuje go to. Naprawdę mnie słucha. Potrafi mnie rozbawić. Jest niesamowity - zachwalała a ja uśmiechałam się od ucha do ucha. To dobrze, że znalazła sobie kogoś kto jest dla niej dobry. Mam nadzieję, że im się uda. Trzymam kciuki.

- To oby okazało się że faktycznie jest taki cudowny. Życzę wam wszystkiego najlepszego. I oczywiście mam nadzieję, że mnie z nim zapoznasz - oczywiście przytaknęła. 

Zaczęłyśmy rozmawiać o mniej i bardziej ważnych sprawach jak np o nowym teledysku Ariany Grande czy tym, że myślę nad ponowną zmianą koloru włosów. Nagle drzwi się otworzyły a do pokoju wpadły dwie małe dziewczynki. Były to dwie siedmio letnie siostry Leny. Bliźniaczki. Obie miały kręcone, blond włosy do ramion okalające ich piękne twarzyczki, pełne usta i zielone oczy - po mamie. Były identyczne odróżniało je jedynie to, że Jennifer miała sukienkę koloru różowego a Jessica żółtego.

- Lena! Becca! Pobawicie się z nami? - zapytała Jennifer spoglądając na nas tymi swoimi oczkami. Jessica również do niej dołączyła. Nie mogłyśmy się nie zgodzić. Po prostu nie mogłyśmy.
- Dobra - powiedziała niezadowolona z własnej odpowiedzi Lena przeciągając "o"

Zaczęłyśmy się z dziewczynkami bawić w chowanego a później w berka. Ich dom był ogromny więc nie było z tym problemu. Jednak po jakiejś godzinie musiałam się zbierać jeśli nie chciałam się spóźnić w umówione miejsce z Justinem.

Oznajmiłam im, że niestety, ale muszę już iść . Trochę marudziły, ale w końcu mnie wypuściły.

Zabrałam swoją torebkę i wcześniej wyciągając słuchawki i podpinając je do telefonu ubrałam mój czarny płaszcz i buty na koturnie. Żegnając się ze wzystkimi opuściłam wielką posiadłość. Z kieszeni wyjęłam białego iphone'a i odblokowałam go wpisując odpowiednią kombinację cyfr. Kilkukrotnie dotykając odpowiednie miejsca na ekranie dotykowym weszłam w bibliotekę gdzie znajdowała się cała muzyka której słucham. Trochę tego jest, ale to dobrze. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Zwariowałabym. 

Uśmiechnęłam się słysząc pierwsze dźwięki X, Chrisa Browna. Uwielbiam jego głos, jego piosenki. Jest seksowny.

Przechodziłam właśnie obok sklepu spożywczego a mój brzuch zaczął dawać o sobie znać. Zerknęłam na zegar w telefonie i widząc, że mam jeszcze dużo czasu pchnęłam szklane drzwi co spowodowało, że dzwoneczek wiszący nad nimi zadzwonił by poinformować o nowym, nadchodzącym kliencie. Weszłam do środka i zaczęłam zastanawiać się co mogłabym kupić by w miarę się najeść, ale żeby nie zeszło mi zbyt długo z konsumpcją. W końcu zdecydowałam się na ciastka czekoladowe. Przecież na posterunku nie zejdzie nam kilka godzin. Przynajmniej mam taką nadzieję. W każdym razie, mam ochotę na pizzę więc gdy się to skończy idę do pizzerii.

Gdy zapłaciłam wyszłam z budynku znów słysząc ów dzwoneczki. By dostać się na komisariat musiałam tylko przejść na drugą stronę ulicy iść kawałek prosto i skręcić w lewo więc zatrzymałam się przy przejściu dla pieszych i kiedy zaświeciło się zielone światło ruszyłam przed siebie. Właściwie to gdyby nie światła to nie musiałabym czekać ponieważ o dziwo nie było zbyt wielu aut jak i przechodniów. 

Nagle usłyszałam dźwięk uruchamianego silnika i pisk opon. Spojrzałam w lewo czarne auto z zakrytymi tablicami rejestracyjnymi pędziło prosto na mnie i nie sądzę by kierowca miał zamiar się zatrzymać.

Chciałam uciekać. Zejść z tego cholernego przejścia jednak nogi jak i całe ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Nie mogłam się ruszyć, sparaliżowało mnie. 

Krzyknęłam.

Widziałam jego twarz, wszystko działo się w ciągu kilku sekund jednak widziałam go . To był on. Człowiek, który zrójnował mi życie.

To było zanim poczułam przeraźliwy ból. Po tym była ciemność. 


Dobry :)
Za nami 16 rozdział.
Wiem, że są krótkie, ale pojawiają się dosyć często więc...
W ogóle to dziękuję za tyle wyświetleń, komentarzy i w ogóle :* Kocham was ♥
~Julcia
Tagi: #16
31.12.2014 o godz. 10:20

#15

... - Musisz z tym iść na policję.

Zatkało mnie gdy to usłyszałam. Policja? Ok, może i byłoby to dobre rozwiązanie, ale oznaczałoby, że muszę złożyć zeznania. A nie bardzo mi się uśmiecha opowiadanie obcym ludziom o tym jak mój przyszły ojczym mnie gwałcił.

- Nie - odpowiedziałam stanowczo a chłopak westchnął.

- Becca, to co zrobił ten człowiek to najgorsze świństwo jakie mógł zrobić. Co wkurza mnie jeszcze bardziej człowiek którego miałem za wzór do naśladowania zrobił to samo - Co? Chwila, on powiedział to co powiedział? Tzn, że mi wierzy? - Nie pozwolę by uszło to im na sucho - spojrzałam na niego zdziwiona.

- Chcesz żebym doniosła policji na Richarda i na twojego ojca?

- Co do Richarda to jestem tego pewien. A co do mojego ojca to nie chcę go znać, ale... - dotknęłam jego dłoni w pocieszającym geście.

- I tak nie mam żadnych dowodów - powiedziałam a on pokręcił głową.

- Ja mam - w szoku odchyliłam się do tyłu. Co to ma znaczyć?

- O czym ty mówisz? - blondyn odwrócił wzrok i przygryzł ze zdenerwowania wargę - Justin. O czym ty mówisz? - powtórzyłam tym razem bardziej stanowczo.

- W jego komputerze znalazłem filmik na którym... Wiesz... - mruknął. Jednak ja słyszałam te słowa głośno i wyraźnie w swojej głowie.

- Jaki filmik? On tam był sam. Nikt tego nie nagrywał. Nikogo tam nie było - przynajmniej tak mi się wydawało przez te wszystkie lata.

- Ktoś nagrywał wszystko z ukrycia. Znalazłem też wyciąg z konta z tamtego okresu na 80 tys. Pewnie go szantażowali - spuściłam wzrok czując jak do moich oczu ponownie już dzisiejszego dnia napływają łzy.

Ktoś wtedy tam był. Widział jak on mi to robił, jak wołałam o pomoc, ale mi nie pomógł. I to dlaczego? Dla pieniędzy?

Nienawidzę mojego życia, ale jeszcze bardziej nienawidzę ludzi i tego jak chciwi są!

Chłopak widząc moje zachowanie odsunął swoje krzesło i usiadł obok mnie. Objął mnie, delikatnie gładząc moje plecy.

~*~


Szliśmy deptakiem. Za oknami już się ściemniało a Justin wciąż próbował mnie namówić do złożenia zeznań.

- Rebecca. Zrobimy tak. Albo pójdziemy na policję i doniesiemy na tego całego Richarda albo ja sam się nim zajmę - po wyrazie jego twarzy domyśliłam się, że mówi całkiem poważnie i śmiało mogę powiedzieć, że wolę jednak tą pierwszą opcję. Nie chciałabym aby Justin miał przez to kłopoty. Żeby w ogóle miał kłopoty.
- Ok. Złożę zeznania.

Narrator

Wieczorem Richard Brand wyszedł z domu gdzie aktualnie mieszkał razem z Dianą Brooks - swoją narzeczoną oraz z jej córką - Rebeccą. Udał się do klubu nocnego gdzie często spędzał czas ze swoimi znajomymi.

Po drodze mijał wiele zakochanych par na które przeważnie wywracał oczyma. Nie wierzył w miłość. Nie kochał swej narzeczonej. Był z nią tylko i wyłącznie dla pieniędzy. One były dla niego najważniejsze. Nie liczył się nikt i nic poza nimi.

Kiedy dostrzegł dziewczynę którą była Rebecca spacerująca z chłopakiem, którego przedstawiała jako swojego chłopaka chciał zawrócić by uniknąć z nią spotkania jednak gdy usłyszał swoje imię użyte podczas ich rozmowy wmieszał się się w tłum jednak wciąż nasłuchując o czym mówi dwójka nastolatków.

- Rebecca. Zrobimy tak. Albo pójdziemy na policję i doniesiemy na tego całego Richarda albo ja sam się nim zajmę.
- Ok. Złożę zeznania.

Mężczyzna słysząc fragment rozmowy zaklął pod nosem czując jak całe jego ciało napełnia gniew.

Mimo gróźb dziewczyna powiedziała o tym co się stało Bieberowi. I chciała iść na policję. Wiedział jedno. Musiał ją powstrzymać.

Rebecca

Ustaliliśmy z Justinem, że jutro przyjedzie po mnie o 14 i razem pojedziemy na komisariat.

Wróciliśmy do auta ponieważ Juss uparł się, że mnie odwiezie i będzie mnie pilnował całą noc. To słodkie, ale co ja mam powiedzieć w takiej sytuacji mamie? O. A może tak? Hej mamo. Jestem przerażona samym przebywaniem w tym domu więc Justin będzie dziś spał ze mną. Pewnie się zgodzi i nic nie powie. Zresztą nie ona jest jedynym problemem. Justin i ja jesteśmy teraz przyjaciółmi,nie parą.

Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos chłopaka obok.

- Aa.. Co z Leną? Ona... Jest obrażona na cały świat a w szczególności na mnie, że straciła najlepszą przyjaciółkę - uśmiechnęłam się lekko pod nosem na tą wiadomość.

- Becca ona jest ostatnią osobą na którą powinnaś się gniewać. Ona od samego początku była temu wszystkiemu przeciwna. Próbowała nam to wybić z głowy. Nie miała z tym właściwie nic wspólnego. Nie gniewaj się na nią - zachichotałam a on spojrzał na mnie zdziwiony.

- Justin. Skoro nie gniewam się na ciebie to na Lenę tym bardziej - uśmiechnął się zadowolony pewnie z powodu, że "pogodził" dwie skłócone nastolatki. Jednak chwilę później uśmiech na jego twarzy zmienił się w grymas.

- Chwila. Co?! - wybuchłam śmiechem a on próbował zachować poważny wyraz twarzy.
- No co? Ty bardziej nabroiłeś. Na ciebie się bardziej gniewałam.

- Zacznijmy od tego, że na mnie nie da się gniewać bo jestem zbyt uroczy - powiedział "oburzony" a ja ponownie zaczęłam się śmiać.
- Oczywiście Justin, oczywiście.

~*~


Siedziałam u siebie w pokoju na łóżku i czekałam na Justina,który sobie wymyślił, że wejdzie przez balkon aby nie denerwować mojej mamy tym, że zostaje u nas na noc.
Chłopak za dużo filmów się naoglądał i tyle.

Usłyszałam stukanie w drzwi balkonowe więc podniosłam się i otworzyłam je pozwalając mu wejść do środka.

- To co robimy? - zapytał rozkładając się na łóżku.
- Możemy obejrzeć jakiś film - zaproponowałam a on przytaknął z uśmiechem - To wybierz coś a ja pójdę się umyć, przebrać - pokazał kciuk w górę a ja zabrałam z szafy piżamę i poszłam do łazienki.

Rozczesałam moje blond włosy (z różowymi końcówkami) i zmyłam makijaż. Rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej. Puściłam ciepłą wodę i chwilę tak po prostu stałam rozkoszując się tą chwilą spokoju i samotności. W końcu jednak wzięłam do ręki butelkę z szamponem i nalałam sobie na dłoń trochę cieczy o zapachu truskawek. Umyłam włosy i to samo uczyniłam ze swoim ciałem używając żelu o takim samym zapachu.
Spłukałam pianę i wyszłam z pod prysznica. Stanęłam na puchatym dywanie i wytarłam się cieplutkim ręcznikiem.

Gdy moje ciało było suche nałożyłam na siebie piżamę i wysuszyłam włosy ręcznikiem. Opuściłam pomieszczenie.

- Co oglądamy? - zapytałam Justina siadając obok niego na łóżku.
- Ciągle się wacham pomiędzy Paranormal Activity a Projekt X. Ty wybierz a ja pójdę do łazienki - przytaknęłam i zrobiłam jak chciał.

Niecałe pół godziny później już siedzieliśmy wygodnie rozłożeni oglądając Projekt X.

Gdy film się skończył spojrzałam na chłopaka leżącego obok. Miał zamknięte oczy i wyglądał przesłodko. Tak niewinnie i bezbronnie.

Nie myśląc wiele nad tym co robię pochyliłam się i lekko musnęłam jego policzek.

I wtedy to do mnie dotarło. Nie potrafię się z nim przyjaźnić. Kocham go tak bardzo. Nie potrafię udawać, że jest inaczej a fakt, że moje uczucia pozostają nieodwzajemnione wbija mi nóż w serce.


Dzień dobry wieczór :)
Mam nadzieję, że rozdział podoba się chociaż trochę :)
Jeśli macie jakieś pytania czy cokolwiek zapraszam na:
ASK : ask.fm/julia_anita
TT : cytrynqa_xo
TUMBLR : cukierkowa-xo.tumblr.com
Do następnego :*
Tagi: #15
26.12.2014 o godz. 21:12

#14

Przerażona otworzyłam oczy. Serce biło mi jak oszalałe. Nie do końca wiedziałam co się dzieje dookoła mnie. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i  wołanie mojego imienia.

- Becca, Becca skarbie. Co jest? - podniosłam wzrok i zobaczyłam te piękne karmelowe tęczówki.

Chłopak objął mnie i zamknął w mocnym uścisku. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i pozwoliłam łzom płynąć po mojej twarzy.

- Shh... Shawty, nie płacz. Chodź, odwiozę cię do domu - powiedział a ja zaczęłam panikować.

- Nie! Nie, tylko nie to! Błagam Cię! - krzyczałam a on zaczął mnie uspokajać.

- Dobrze, Becca..spokojnie. Zrobimy jak będziesz chciała, ale zejdźmy z drogi - pokiwałam głową i wsiedliśmy do samochodu. Akurat gdy zatrzasnęłam drzwi i zapinałam pasy bezpieczeństwa nadjechał jakiś samochód trąbiąc ze względu na to, że stoimy na środku ulicy i nie da się przejechać. Justin szybko przekręcił kluczyk w stacyjce uruchamiając silnik i odjechał. Skuliłam się w fotelu cicho łkając jednak próbowałam się uspokoić. W końcu udało mi się to osiągnąć.

Rozejrzałam się dookoła chcąc zorientować się w jakiej okolicy jesteśmy. Byliśmy niedaleko takiego deptaka gdzie nie można wjeżdżać autem i przy którym jest pełno kawiarni, restauracji lub wszelkiego rodzaju sklepów.

Chlopak zaparkował i zgasił silnik.

Wysiadł z auta i otworzył mi drzwi. Jednak ja nawet się nie poruszyłam. Westchnął i przykucnął obok mnie chwytając mą dłoń,którą zabrałam.

- Możemy porozmawiać? - zapytał a ja powstrzymałam się by nie prychnąć.

- Niby o czym? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie zbyt miło jednak nie obchodziło mnie to w tym momencie.

- O nas -  pokręciłam głową nieco rozbawiona. On mówi poważnie?

- Co? Przecież nie ma nas. Sam powiedziałeś, że nic do mnie nie czujesz. Że to od początku było zaplanowane.

Nigdy cię nie kochałem. Znosiłem twoje towarzystwo tylko dla tego, że chcieliśmy się pośmiać.

W głowie rozbrzmiewały mi te dwa zdania. Dwa zdania, które doszczętnie zrujnowały cały mój świat.

W moich oczach pojawiły się łzy, które szybko otarłam. Obiecałam sobie, że nie będę miękka, że pokażę Justinowi co stracił. I co z tego wyszło?

- No właśnie. Chciałem cię przeprosić. Rozumiem, że możesz nie chcieć mieć ze mną nic wspólnego. Wcale ci się nie dziwię, ale to co mówiłem to był impuls. To po prostu za dużo było dla mnie jak na tak krótki czas. To co mówiłem dlaczego się z tobą zadawałem to prawda, ale tak było tylko z początku. Naprawdę cię lubię. Tzn. stałaś się dla mnie najlepszą przyjaciółką. Uwielbiam z tobą przebywać, rozmawiać, śmiać się bo po prostu mogę być sobą, ale ja...ja nie potrafię nikogo darzyć takim uczuciem jak...no wiesz, np. takim z jakim Edward patrzy na Belle w zmierzchu (xd). Na pewno nie w tak krótkim czasie. Ale nie jesteś mi obojętna - powiedział szczerze.

Prawdę mówiąc spodobała mi się jego mała przemowa. Fragment z bohaterami sagi zmierzch mnie rozbawił. Myślałam, że nie lubi tego serialu/książki cokolwiek.

To było miłe. Tzn to, że powiedział prawdę. Wiecie, lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo.

- Cieszę się, że jesteś szczery - powiedziałam nie patrząc na niego tylko bawiąc się swoimi palcami.

- Chciałbym aby było jak dawniej. Żebyśmy bez wahania, bez żadnych nieporozumień, niezręczności mogli się spotkać, pogadać, cokolwiek - wytłumaczył a ja miałam dylemat.

No bo zakochałam się w nim. Myślałam, że on również czuje coś do mnie. A on po prostu mnie okłamał.

Zawiódł moje zaufanie, ale wciąż jest dla mnie ważny.

- Chcesz żebyśmy byli przyjaciółmi?

- Tak - kiwnął głową i dodał po chwili - Podobasz mi się Becca. I lubię cię. Może po jakimś czasie mógłbym Cię pokochać, ale... - ale nie chcesz mi robić nadziei dopowiedziałam sobie  w myślach.

Teraz mam jeszcze większy mętlik w głowie.

Więc tak: nakrzyczał na mnie ponieważ był wściekły, że oskarżyłam jego ojca, teraz mnie za to przeprasza mówiąc, że faktycznie zaczął się ze mną przyjaźnić bo wymyślili to z resztą paczki, ale naprawdę mnie polubił, teraz chce być moim przyjacielem chociaż jest też mała szansa, że również się we mnie zakocha.

I co ja mam zrobić? Mam odrzucić od siebie wszystkie uczucia którymi go darzę i być jego przyjaciółką. A gdy minie ileś tam czasu on stwierdzi, że mnie kocha a ja wtedy mam tak nagle znów go obdarzyć miłością? To bez sensu.

- Ja cię kocham Justin. I co? Mam o tym zapomnieć i być twoją przyjaciółką na czas aż ty się we mnie zakochasz? Proszę Cię, sytuacja u mnie w domu już wystarczająco pokomplikowała moje życie. Nie komplikuj go jeszcze bardziej - westchnęłam w końcu na niego spoglądając. On przez chwilę milczał aż w pewnym momencie powiedział.

- Nie chcę abyś była na mnie wściekła, żebyś przeze mnie cierpiała tym bardziej. Zapomnijmy o tym czego ja chcę. Skupmy się na tym czego Ty chcesz - ugh...jestem na niego zła, ale to było takie awww.

Teraz tylko czego ja chcę?  Chcę być szczęśliwa. A byłam szczęśliwa wcześniej. Gdy był obok. Czyli jaki z tego wniosek? Oboje chcemy tego samego. Nie chcemy by drugie zniknęło z naszego życia.

- Nie chcę znów zostać sama - szepnęłam. On się lekko uśmiechnął i przytulił mnie.

~*~


Weszliśmy do jakiejś kawiarni i zajęliśmy stolik w kącie przy oknie. Zamówiliśmy sobie po kawie i jakimś ciastku.

- Więc moja przyjaciółko - zaczął chłopak gdy kelnerka podała nam nasze zamówienia dając nacisk na dwa ostatnie słowa. Zachichotałam - powiesz mi dlaczego płakałaś i rzuciłaś mi się pod koła? - zapytał a uśmiech który do tej pory gościł na mojej twarzy zniknął, westchnęłam. Mogłam się domyślić, że padnie to pytanie. Ale... Przecież on wie. Mogę mu powiedzieć. Przynajmniej mam taką nadzieję.

- Richard - odpowiedziałam ledwo słyszalnie jednak sądząc po jego minie mogłam stwierdzić, że usłyszał.

Sama nie wiem jakie uczucie dominowało na jego twarzy. Smutek, współczucie, złość. Jednak przecież to Justin. On łatwo wybucha.

- Co za skurwiel! Przysięgam, pożałuje iż kiedykolwiek ośmielił się chociaż pomyśleć o dotknięciu ciebie. Zabiję tego gnoja! - wstał i chyba chciał wyjść jednak go powstrzymałam.

- Justin. Uspokój się. Proszę.

- Jak mam się uspokoić kiedy ten dupek... - posłałam mu spojrzenie mówiące by naprawdę się uspokoił.

Chłopak wziął kilka głębokich oddechów i rozluźnił pięści.

- On musi za to zapłacić - warknął lecz był już dużo spokojniejszy - Musisz z tym iść na policję.


Dzieeeeń dobry!!!!
Sama nie spodziewałam się, że tak szybko pojawi się nowy rozdział, ale nie myślę, że jest to problem :)
Nie będę wam się tutaj rozpisywać bo po co?
Miłego dnia ❤

Tagi: #14
23.12.2014 o godz. 10:22

#13

19.02.2013r.
Dlaczego? Dlaczego do kurwy nędzy to zawsze spotyka mnie i tylko mnie?! Odkąd sięgam pamięcią moje życie to jedno wielkie gówno. Pasmo cierpień i porażek.
Co do cholery takiego zrobiłam?! Chcę znać odpowiedź. Jeśli mam cierpieć chce przynajmniej wiedzieć za co! 
Justin okazał się być takim samym skurwielem co każdy inny facet. Nienawidzę jego jak i całego mojego życia! Tak samo Lena, która twierdziła, że jest moją przyjaciółką. Gówno prawda!


Wściekła zaciskałam długopis w dłoni nie mogąc znieść tego uczucia złości, smutku i rozczarowania jednocześnie. Powierzyłam im swoje sekrety a oni po prostu się mną bawili. To jest cholernie niesprawiedliwe. Dlaczego nie mam nikogo któremu szczerze by na mnie zależało? Jedno jest dla mnie pewne. Nie zamierzam ukrywać się przed światem w swoim pokoju. Nie zamierzam pozwolić więcej sobą pomiatać. Będę obojętna na wszystko i wszystkich.

I przede wszystkim - Pokażę Justinowi co stracił.

~*~[/center ]

Zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni gdzie niestety znajdowała się moja rodzicielka i jej przyszły mąż. Znów dyskutowali o tym ich ślubie i nadmiernie wyrażali uczucia w stosunku co do siebie. Powstrzymałam odruch wymiotny i wzięłam jabłko z miski pełnej owoców stojącej na blacie.

- Rebecca, a może pomożesz nam w przygotowaniach do ślubu? Masz jakieś propozycje? - zapytała kobieta na co dyskretnie wywróciłam oczyma.

- Może tak wszystko odwołać? - burknęłam a uśmiechy, które gościły na ich twarzach zniknęły.

- Rebecca, wiem, że to duże zmiany. Ale wszystko z czasem się zmienia. Może nam się to wydawać straszne, ale wcale takie nie musi być - położyła dłoń z idealnym manicurem na moim ramieniu, którą po chwili strąciłam.

- Więc niech on zniknie z naszego życia! Nie chcę go tutaj! Nie chcę go więcej widzieć na oczy! - wybuchłam i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z ich strony odwróciłam się na pięcie i wróciłam do swojego pokoju.

Justin

Chodziłem nerwowo po pokoju myśląc o tym co stało się dziś przed szkołą. Próbowałem zająć swoje myśli czymś innym lecz na nic. Wściekłem się bo oskarżyła mojego ojca o gwałt, ale nie powinienem jej mówić takich rzeczy. Zwłaszcza jej. I zwłaszcza, że ją lubię(jak przyjaciółkę).

Opuściłem swój pokój i skierowałem się do pomieszczenia w którym najczęściej przebywa tata. Tzn do jego biura. Chwyciłem za klamkę i uchyliłem drzwi zaglądając do środka. Nie było go tam. Wszedłem do środka i usiadłem na czarnym obrotowym fotelu rozglądając się po pomieszczeniu.

Otworzyłem jedną z szuflad biurka i zacząłem przeglądać papiery które tam były jednak to nic wartego mojej uwagi. Jakieś umowy czy inne dziwne rzeczy dotyczące pracy.

W drugiej szufladzie to samo z tym, że na dnie leżało jakieś pismo erotyczne.

Otworzyłem laptopa i zacząłem przeglądać pliki z kwietnia 2009 r. Nic nadzwyczajnego, wyciągi z konta bankowego, umowy itd.

Chciałem już zamknąć ten folder by przejść do następnego lecz coś przykuło moją uwagę. Mianowicie przelew na 80 tys. Z 11.04.2009r. Dlaczego mój ojciec przelał taką kwotę komuś na konto? Włączyłem przeglądarkę i kliknąłem ikonkę ze znaczkiem Gmaila. Na szczęście się nie wylogował. Prawdopodobnie nie przypuszczał, że ktoś będzie mu tutaj grzebał.

Odszukałem korespondencje które miały miejsce w kwietniu 2009. Wyświetliły się tylko 2 wyniki. Jeden mail był z pracy a w miejscu nadawcy przy drugiej wiadomości znajdował się ciąg liter i cyfr.

W załączniku znajdował się jakiś film który odtworzyłem.

Był nagrany kamerką z telefonu więc HD to to nie było lecz wystarczyło bym mógł dostrzec zamaskowaną postać która... Nagranie przedstawiało gwałt. Oczy mi się zaszkliły gdy rozpoznałem krzyk i wołania o pomoc. To była Rebecca. Ona tak strasznie płakała, krzyczała, próbowała się wyrywać. Po chwili sprawca najzwyczajniej w świecie wstał i uciekł a ktoś kto nagrywał całe zdarzenie pobiegł za nim jednak wciąż zachowując bezpieczną odległość. Mężczyzna zatrzymał się i rozglądając dookoła zdjął kominiarkę. W jednej chwili całym mym ciałem zawładną gniew. Gwałtownie się podniosłem i chwytając ramkę w którą oprawione było zdjęcie moje i Jazz rzuciłem przedmiotem przez pokój.

Więc to zrobił?! Naprawdę to zrobił?!

Mój... Człowiek który mnie wychował zgwałcił moją dziewczynę!!!

A ja jej nie wierzyłem. Muszę ją koniecznie przeprosić.

Rebecca

Usłyszałam pukanie do drzwi a następnie ujrzałam twarz mojej mamy.

- Mogę wejść? - wzruszyłam tylko ramionami a ona podeszła bliżej i usiadła na przeciwko mnie na łóżku - Spójrz... Wiem, że jest ci ciężko. Ale ja i Richard się kochamy. On bardzo by chciał abyśmy byli rodziną. Ja też bym tego chciała.

- Przecież ty go wcale nie znasz - pokręciła głową najwyraźniej nie zgadzając się ze mną w tej sprawie.

- Znam go - powiedziała - Muszę jechać jeszcze do firmy bo mają tam jakiś problem a później do sklepu. Potrzebujesz czegoś? - pokręciłam głową a ona przed wyjściem dodała - Proszę. Daj mu szansę.

~*~


Słysząc charakterystyczny dźwięk, który wydał srebrny ipad informując mnie, że muszę go podłączyć  do ładowania zmusiłam się do wysiłku jakim było ruszenie swego ciała i wstanie by odszukać ładowarkę. Oczywiście była na swoim miejscu w szufladzie więc gdy byłam pewna, że urządzenie się ładuje wróciłam na swoje łóżko. Jednak odpoczynek nie wchodził w grę ponieważ drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Spojrzałam w tamtym kierunku i dostrzegłam Richarda pochodzącego do mojego łóżka.

- Czego chcesz? - warknęłam a on się zaśmiał chociaż nie mam pojęcia co w tym było zabawnego.

- A czego mógłbym od ciebie chcieć, kochanie? - szarpnął mną siadając na mnie okrakiem.

- Puść mnie zboczeńcu! - krzyknęłam za co zostałam spoliczkowana. Oczy mi się zaszkliły. Zaczęłam się wyrywać, lecz jak wiadomo o jest ode mnie silniejszy.

Nie mogłam uwierzyć w to, że znów zostałam zgwałcona.

Łzy strumieniami płynęły po moich policzkach. On po prostu wstał, ubrał się i wyszedł śmiejąc się. Chcąc znaleźć się jak najdalej od tego miejsca chwyciłam dresy które były pod ręką i jakąś bluzę i wybiegłam z domu tylnymi drzwiami.

Biegłam przed siebie mijając coraz to kolejne domy z idealnie wypielęgnowanymi ogrodami gdzie szczęśliwe rodziny spędzały wspólnie czas ciesząc się z pięknej pogody.

Zdołowana jeszcze bardziej tym widokiem pokręciłam głową i wybiegłam na ulicę chcąc znaleźć się po drugiej stronie.

Usłyszałam tylko pisk opon i dźwięk klaksonu.



Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Wyszedł jakoś dziwnie, ale dodaje go ponieważ i tak powinien pojawić się on wcześniej. Ale w zamian za to następny pojawi się szybciej. Tym bardziej, że jest wolne i jest czas :-)
Pozdrawiam :*
~Julcia

Tagi: 13
20.12.2014 o godz. 16:26
Wybiegłem z mieszkania  i wsiadłem do samochodu. Wyjechałem na ulicę i zacząłem kierować się do Jake 'a.  Nie wierzę w to co parę minut temu powiedziała mi Rebecca. Ok, w to z Richardem jestem jeszcze skłonny uwierzyć. Jej mama poznała go na portalu randkowym a tamo jest pełno takich zboczeńców. Ale mój ojciec? Człowiek który mnie wychował? To on uczył mnie jeździć  na rowerze, grać w piłkę. Nie, to nie możliwe. On  by czegoś takiego nie zrobił. Owszem, czasem może być trochę wybuchowy, a nawet zdarza mu się być agresywnym. Zwłaszcza gdy się upije. Ale nie zrobiłby czegoś takiego jak gwałt. A Rebecca? Jakie ma na to dowody? Nawet jeśli faktycznie została wtedy zgwałcona to przecież to było cztery lata temu. Wracała z imprezy. To mógł być jakikolwiek facet, który zobaczył ją w klubie. Poszedł za nią i ją zgwałcił. Ale na pewno nie był to mój tata.
Na szczęście moje myśli zostały przerwane gdy pojechałem pod dom mojego kumpla a już kilka minut później znajdowałem się w jego pokoju.
- Co tam stary? -  przybiliśmy piątkę.Przeczesałem włosy palcami i westchnąłem.
- Potrzebuje czegoś co pomoże mi się zrelaksować. Uśmiechnął się doskonale wiedząc o czym myślę. Pochylił się i spod łóżka wyjął szare nie wielkie pudełko  z którego wyciągnął woreczek którego zawartością był biały proszek. Amfetamina.

Rebecca
Usiadłam w swoim pokoju na łóżku chcąc się uspokoić. Przed chwilą wróciła mama i Richard. Znowu się na mnie obleśnie gapił. Mam tego dosyć. Chcę aby zniknął z mojego życia raz na zawsze.
Jeśli... Załóżmy, że powiedziałabym i tym matce. Najprawdopodobniej kopnęłaby go w dupę. Bo..chyba nie chciałaby zostać żoną takiego zboka?
A gdyby mi nie uwierzyła, co jest bardziej prawdopodobne najpierw zrobiłaby mi awanturę, że tak oskarżam jej ukochanego. A później ten "ukochany" zabiłby mnie bo nie dotrzymałam słowa, które na mnie wymusił grożąc mi śmiercią.
Jeszcze kilka miesięcy temu prawdopodobnie zaryzykowałabym, ale teraz? Teraz kiedy w końcu mam przyjaciółkę, chłopaka? W końcu mam powód do życia. A nawet gdybym go wydała to co bym w ten sposób osiągnęła?

Następnego dnia

Właśnie minęła 7,ostatnia już lekcja na dziś. Niestety nie widziałam dzisiaj Justina. Mimo iż szukałam go niemal na każdej przerwie pomiędzy lekcjami nie mogłam go znaleźć. Więc albo mnie unika albo nie ma go w szkole. Martwię się o niego. Mam nadzieję, że nie zrobił nic głupiego.
Zabierając ze sobą swoją torbę wyszłam z sali i skierowałam się do mojej szafki by wyjąć książki, które mogłyby mi być potrzebne w domu do takich czynności jak np. odrobienie pracy domowej i aby zostawić te niepotrzebne.
Opuściłam budynek i widząc, że żółty autobus już jedzie zaczęłam szybszym krokiem podążać w kierunku przystanku lecz zatrzymałam się ponieważ kilka metrów dalej dostrzegłam Justina, który razem z Leną, Angelą, Ryanem i Jake'iem kierowali się w stronę samochodu.
- Justin! - zawołałam. Jestem pewna, że usłyszał gdyż zatrzymał się, jednak nawet nie raczył się odwrócić tylko ruszył dalej.
- Justin! - krzyknęłam ponownie i podbiegłam do nich -  Justin, co jest? Nie słyszałeś jak cię wołałam? -  położyłam dłoń na jego ramieniu powodując tym, że się zatrzymał i w końcu odwrócił spoglądając na mnie. Spodziewałam się zobaczyć jego jak zwykle uśmiechniętą twarz lecz przeliczyłam się. Jego wyraz twarzy był obojętny. Patrzył na mnie tak jakbym jeszcze wczoraj w nocy nie powierzyła mu swoich największych sekretów.
- Możemy porozmawiać? -  westchnął, ale ostatecznie się zgodził.
- Dobra. Niech będzie - włożył ręce do koszyka kieszeni.
-Ale...na osobności - nawet nie starał się kryć swego zirytowania lecz w końcu odeszliśmy kawałek dalej -  Co się dzieje?
- O co ci chodzi? - serio? On się ze mną droczy?
- O co chodzi tobie? -  przeczesałam palcami włosy - Wczoraj wybiegłeś tak nagle. Nie odbierasz moich telefonów. Martwię się.
- A nie przyszło Ci do głowy, że ze mną wszystko w porządku tylko po prostu nie chcę z tobą gadać?
- Proszę? -  nic nie odpowiedział. Warknęłam będąc już zdenerwowana jego zachowaniem i przestępując z nogi na nogę -  No, wytłumacz mi to -  ponaglałam jednak on wciąż milczał.
- Do cholery, Justin odpowiedz! -  widząc, że nie zapowiada się na to by mi odpowiedział kontynuowałam - Chodzi o to co powiedziałam wczoraj rano? - jego wyraz twarzy minimalnie się zmienił lecz nie wystarczająco bym mogła cokolwiek z niego odczytać. Prawdopodobnie oznaczało to potwierdzenie moich podejrzeń.
- Przepraszam ja, ja nie chciałam Cię zranić. Zaszkodzić w jakikolwiek sposób tobie i twojej rodzinie, ale...
- Przestań! -  krzyknął przerywając mi -  Mówisz o moim ojcu. Znam go całe swoje życie. Nie zrobiłby czegoś takiego. Naprawdę nie wiem co chcesz tym osiągnąć. To, że Ty masz ciężko w życiu nie znaczy, że matka cię nie kocha i nie masz ojca nie znaczy, że masz niszczyć moją rodzinę  -  to było jak...to było gorsze niż gdyby mnie spoliczkował. Nie mogę uwierzyć, że to powiedział. Wiem, że to prawda, że ma rację, ale...wypowiedziane przez niego boli jeszcze bardziej.
- Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć, ale to prawda. Chciałabym by było inaczej, ale tak jest -  powiedziałam mając nadzieję, że jakoś do niego dotrę i mi uwierzy, przynajmniej rozważy taką opcję i próbując zapanować nad swoim głosem.
- Jaki masz na to dowód? Widziałaś jego twarz? -  warknął. Pokręciłam głową na nie
- Nie. Miał kominiarkę.
- Więc na jakiej podstawie twierdzisz, że to on? -  z każdym kolejnym zdaniem jego głos stawał się zmniejszy, coraz bardziej oschły. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie.
- Jego głos, spojrzenie... -  chłopak się zaśmiał. Nie był to ten śmiech do którego przywykłam, który sprawiał, że wszystko było dobrze. To był szyderczy śmiech. Taki którego używają popularni do znęcania się nad tzw. "ofiarami losu".
- To było do cholery cztery lata temu. Wydaje ci się! On taki nie jest! -  krzyknął.
- Justin.. -  szepnęłam zdając sobie sprawę z tego, że gdybym wysiliła się na głośniejszy ton mój głos załamałby się.
- Kłamiesz! Nie wierzę w ani jedno twoje słowo! W tej chwili nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
Krzyknął wbijając nóż w moje już i tak zranione serce i odszedł z powrotem do reszty. Myślałam, że wsiądzie do auta i odjedzie zostawiając mnie samą jednak nic takiego się nie stało. Chociaż i tak chyba wolałabym to niż to co za chwilę miałam usłyszeć.
- A tak w ogóle to nigdy cię nie kochałem. Nigdy nic do ciebie nie czułem. Znosiłem twoje towarzystwo tylko dla tego, że chcieliśmy się pośmiać - w tej chwili wyjął moje serce, połamał na miliony kawałeczków i jeszcze podeptał.
Spojrzałam na Lenę, która stała obok przyglądając się tej sytuacji.
- Wiedziałaś o tym? - mimo iż były na to marne szanse miałam nadzieję, że zaprzeczy. Ta tylko otworzyła usta by coś powiedzieć jednak zamknęła je z powrotem spuszczając wzrok w dół.
A myślałam, że w końcu mam prawdziwą przyjaciółkę.
- Wiedziałam, ale ja... -  pokręciłam głową i powstrzymując łzy odeszłam stamtąd.

Zapraszam na tumblr'a gdzie dodaję zdjęcia i cytaty zapowiadające kolejne rozdziały, oraz na muffinek69.blogspot.com
Justin to typowy łamacz damskich serc. Maya nie cierpi tego typu facetów a gdy złamał serce jej najlepszej przyjaciółce wręcz go nienawidzi. Razem z Taylor chcą się odegrać. Maya flirtuje z chłopakiem i robi wszystko by się w niej zakochał, łatwo osiąga swój cel lecz sama się w nim zakochuje. Taylor jest z tego powodu niezadowolona i chce zniszczyć ich związek.

Opowiadanie jest mojego autorstwa i serdecznie zapraszam.
~ Julcia


tumblr_lob4ml076C1qbxymz.gif
Tagi: #12
29.11.2014 o godz. 21:21
RebeccaandJustin
Cat's Face
Skąd: Polska
O mnie: Jeśli macie jakieś pytania zapraszam na mojego aska: ask.fm/julia_anita lub na gg
statystyki